Zemsta Rewolwerowca. Czyli jak zdobywano dziki zachód na czarno.

Ja rozumiem, że amerykańska historia nie jest tak biała, jakby chcieli tego reżyserzy dawnych westernów. Ale jak się ciemnoskóry reżyser weźmie za pisanie jej na nowo, to okazuje się, że Dziki zachód był czarny jak skarpetki Ferdka Kiepskiego, a Biali byli niedorozwiniętym dodatkiem do ich genialnie zorganizowanej społeczności. W której rządzili się sami wymyślając prawo na nowo. I tak se myślę, gdzie jest tutaj granica zakłamywania historii? Czy to było wtedy, kiedy przez pięćdziesiąt lat w amerykańskim kinie celowo pomijano role afroamerykanów w budowaniu historii tego kraju? Owszem. Czy teraz pokazując incepcyjną rzeczywistość, taką, w której wyobraźnia reżysera wszystko koloruje na nowo tak intensywnymi barwami, że robi się nieprzyzwoicie idiotycznie i surrealistycznie jak w animowanej bajce?

Dziwne to czasy, kiedy film, w którym grają sami biali musi mierzyć się z opinią rasistowskiego i tłumaczeniom nie ma końca, a afroamerykańscy reżyserzy mogą robić co chcą.


Film o klasycznej zemście, w którym dwa gangi ścierają się przez cały film. Oczywiście czarnoskóre gangi, które dzielą i rządzą na przekór wojsku, szeryfom i nawet najbardziej wybujałej fantazji zblantowanego klienta holenderskiego coffieshopu. Pociąg z arcyważną przesyłką, który zatrzymuje się na widok konia na torach..? A proszę bardzo. Boszszsze... widzisz i nie grzmisz. Gdzie podziała się jakakolwiek logika w scenariuszach? Czy już naprawdę można pisać wszystko, nawet tak bezdennie głupiego?


Obsada owszem niezła. Idris Elba - taki sam jak wszędzie. Zawsze gra identycznie - czy dobry, czy zły - taka sama mimika, gesty i płaska gra. Mam nadzieję, że nie zostanie Jamesem Bondem, bo bym się chyba popłakał.

Ładne obrazki, konwencja komiksu pomieszana z Tarantinowskim przeplataniem, nawet dobre dialogi. Czyli teoretycznie wszystko jest ok. Stary trik, który pierwszy raz zastosowano w serialu Robin Hood, kiedy do starych obrazków podłożono nowoczesną muzykę Clannad - tak tutaj sprawdza się to równie dobrze.

Ale kiedy wszystko to się zmiesza - zamiast pysznego ciasta, wychodzi bigos.

Ale co ja tam wiem.

W końcu jest w top10 na Netflixie, który to wynik sam zresztą podbiłem.