• adimoovi

Zadania domowe dla mamusi i tatusia.

Pewnej wakacyjnej nocy, mając po jakieś 18 lat, siedząc z dwoma kumplami na ławce niedaleko domu, upici tanim winem już na tyle, aby zacząć rozmawiać o nieco ważniejszych rzeczach niż samochody, jeden z nich powiedział: "Stary, zobaczysz w przyszłości, kiedy wszyscy ci teraz Twoi znajomi, którzy wożą dupy sportowymi autami, szpanują po dyskotekach, zrozumieją co tak naprawdę kręci kobiety. Te odpowiednie kobiety! - mówił, ale czkawka nie pozwalała mu skończyć - WIEDZA! WIEDZA TO SZPAN!" Powiedział mój przyjaciel, któremu delikatnie mówiąc urodą było dosyć daleko do Gregory Pecka, a będący obecnie bardzo szanowanym kardiologiem.

Wiedza. Wiedza to szpan.

Mam dwoje dzieci, które siedzą w domu. Jedno w dość specyficznej sytuacji, ponieważ za chwilę stanie przed jednym z ważniejszych wyborów w życiu: egzaminami do szkoły średniej. Odpowiedniej szkoły średniej, o której marzy. I gdyby nie to, że jest to typ dzieciaka bezobsługowego, które uwierzyło już dawno w tą złotą myśl, i postawiło sobie za cel "bycie pediatrą", wiem, że będzie do niego dążyć nawet teraz, kiedy mogłaby siedzieć przed Netflixem.

Chce być pediatrą? I ja jej wierzę. Taki typ. Być może jak kiedyś zda specjalizację, zechce być nagle muzykiem rockowym, co pewnie też jej się uda, bo... to taki typ.

Ale szlag mnie trafia, kiedy w ciągu całego tygodnia nie znalazła czasu, żeby ze mną obejrzeć jeden klasyczny film, bo muszę patrzeć, jak nauczyciele dostali pedagogicznej biegunki i walą od świtu do nocy kolejne zadania, czytanki, rebusy, krzyżówki, lektury, ćwiczenia z WF, albo nawet każą samemu opracować sprawdzian dla siebie...

Mając dwie godziny lekcji Biologii w tygodniu, nagle do przerobienia jest pięć tomów encyklopedii i atlas zwierząt południowoafrykańskich.

Z angielskiego Pani nagle chce w tydzień przejść z poziomu średnio-zaawansowanego na business english z elementami kultury średniowiecznej Anglii, aby łatwiej zrozumieć zawiłości lingwistyczne pewnych idiomów...

I kiedy nerwy są już napięte jak postronki, budzi się z letargu Katechetka, która przecież musi udowodnić światu, że dobrze zarabia na swój ZUS, ale także, że bez Religii ani rusz w dzisiejszych czasach. I wali po oczach zdalną kartkówką dopisując do tego naukę na pamięć Pierwszych dziesięciu ksiąg Starego Testamentu....

Sekcja sportów walki, na którą z kolei chodzi syn, do którego ewidentnie nie przemawia jeszcze chęć bycia adorowanym przez płeć piękną i poszerzanie wiedzy jest mu raczej obojętne - aby nie stracić możliwości skasowania Cię za kolejny miesiąc, wprowadziła treningi online, gdzie mój 10cio latek ma patrzeć w ekran i fikać w domu na dywanie, ucząc się szpagatu ala Van Damme. Sam. Mhm. Ta.

Więc owszem, wiedza to niesamowity szpan - ważne, żebyś ją miał w jakiejkolwiek dziedzinie, a pamiętaj, że kiedyś przyjdzie moment, w którym komuś zaimponujesz. I sobie przy okazji. Ale jak jeszcze raz zobaczę kolejną stertę ćwiczeń i zadań, które bezrefleksyjnie bombardują nas nauczyciele nie zastanawiając się kto za nich ma zrobić to podjadę do każdego z Was i zakaszlę Wam na dziennik!!! Jeżeli nie macie tej wiedzy jak wygląda teraz życie w domu i próby opanowania sytuacji, to włączcie przynajmniej odrobinę wyobraźni. Każdy z nas rodziców ma teraz nieodparte wrażenie, że dzieci mają więcej do zrobienia niż w normalnym trybie nauki. A wymyślać kolejne zadanie, wysłać do dzieci i zamknąć komputer - każdy potrafi. Ktoś, kto myśli, że większość dzieci jest takie jak jedno z moich i zamknie się karnie w pokoju rozwiązując wszystkie zadania przez kolejne sześć godzin, żyje w Narnii, a nie rzeczywistym świecie. Nawet moja domowa statystyka wskazuje na to, że to tylko część dzieci, bo reszta bez obecności rodzica centymetr obok - nie kiwnie nawet palcem w bucie.

Dla Was przygotowałem inną złotą myśl: Nie każdy ma tak jak Wy: zagwarantowaną pensję i powrót do pracy po tym całym wariactwie jaki dotyka resztę świata. Inni dorośli mają jeszcze masę swoich obowiązków, niż ślęczenie nad lekcjami swoich dzieci.