• adimoovi

Wszyscy i tak skończymy u psychiatry.


Rzecz o produkcji dzieci idealnych.

Mam genialne dzieci. Jestem szczęśliwym posiadaczem dwójki wspaniałych, krańcowo różnych dzieci i bynajmniej nie różniących się tylko potencjalnym owłosieniem na nogach czy brakiem cycków. Po prostu charakterologicznie różnią się tak jak Prezes Wszystkich Polaków od Dody.

Całe życie wmawiam sobie że to dobrze, bo każdy dzień staje się przygodą, która nie wiadomo do czego może doprowadzić.

Niestety, wpływ na nasze wymagania wobec nich mają już nie tylko zasady na jakich my zostaliśmy wychowani oraz nasze wymagania, ale także gonitwa za ukształtowaniem człowieka idealnego, którego definicja kształtowana jest na podstawie przeróżnych, najdziwaczniejszych wzorców. W dzisiejszych czasach dociera do nas nie tylko moda na Coca Colę w puszce i durne reality show z Ameryki, ale również wymaganie od dzieci stania w szeregu przyjętej „normalności” jak w północno koreańskim wojsku, a każdy nawet najmniejszy odchył od średniej skutkuje wysyłaniem dziecka do psychologa, żeby roztoczyć nad tą zagubioną duszyczką fachową opiekę.

Kiedyś, w jednej w pierwszych moich firm zlokalizowanej w salonie samochodowym, mieliśmy placowego Zdzicha. I Zdzichu codziennie, z wielkim zaangażowaniem, jak dziecko rwące się w sobotni poranek do ulubionej gry – przeglądał każdy kamyczek na placu donosząc nam skrupulatnie kilkanaście razy dziennie o każdym śmieciu którego znalazł i odniósł do śmietnika. Codziennie z energią dziesięciolatka rwał się do mycia – tfu! co ja mówię – Pucowania każdego auta na placu, pomimo, że lśniły z poprzedniego dnia, utyskując głośno przy każdej okazji jak tylko mógł go ktoś usłyszeć jaki to jest ciężki to kawałek chleba. Zdzichowi była bardzo potrzebna ta praca, bez niej nie wiedziałby co ze sobą zrobić. Po pewnym czasie zrozumieliśmy jaki jest powód wyszukiwania przez niego tylu problemów i jednoczesnego ich naprawiania, codziennego obwieszczania wszystkim dookoła co zrobił i gdzie, kiedy tak naprawdę nikt w takim stopniu od niego tego nie wymagał: Zdzichu po prostu każdego dnia udowadniał nam wszystkim, że jest potrzebny. Każdego dnia starał się usilnie pokazać nam jak bardzo jego rola w organizacji jest niezbędna i bez niego wszystko niechybnie się sypnie.

No i właśnie to przychodzi mi na myśl, kiedy widzę do czego zmierza ten świat naszpikowany coraz większą ilością psychologów i psychiatrów, którzy każdego dnia z taką samą pasją jak Zdzichu przekonują nas jak bardzo są potrzebni… Czy wiecie że za około sto lat, na świecie będzie więcej zdiagnozowanych imbecylów i psychicznie chorych niż tych normalnych? Tak! To jest obliczony matematycznie fakt, ponieważ liczba ludzi leczących się psychiatrycznie, korzystających z terapii różnego rodzaju rośnie w tempie geometrycznym od poprzednich stu lat. Odsetek „psychicznie chorych” podwaja się niemal co dekadę. Dążenie do bycia idealnym doprowadziło nas do określenia wszystkiego co się dało określić, do zmierzenia i zdefiniowania każdej reakcji, każdej niemal cechy w postaci słupka w punktami. Kierując do diagnozowania dzieci i wmawiając im że to normalna praktyka nie dziwmy się potem, że w przyszłości kiedy będą miały jakikolwiek problem zamiast przyjść do nas i o tym porozmawiać – zamkną się w sobie, bo nie będą chciały być uznane za czubka. A jak dojrzeją i staną się dorosłe pełną gębą kiedy pokłócą się z partnerem – zamiast ze sobą porozmawiać, polecą biegiem do banku po kredyt na terapię małżeńską, żeby usłyszeć masę mądrych słów, które niewiele im powiedzą, ale będą brzmiały tak bardzo medycznie, że jeden kredyt niestety nie wystarczy ku uciesze psychoanalityka.

Poszedłem z synem do poradni, cały czas twierdząc, że mam normalnego, owszem trochę wybuchowego syna, bo przecież chcę mu pomóc, cały czas twierdząc dumnie, że jest normalnym, przepełnionym energią dzieckiem, tylko mało skoncentrowanym i bez autorytetów. Owszem, nie potrafi się skupić przez całą lekcję i czasami dla zabawy wejść pod ławkę. Nie rozumie po co mu szlaczki i ja niestety nie potrafię mu tego wytłumaczyć. Łatwo się denerwuje i trzeba to poprawić – mówię sobie, ale zaraz dodaję że jako sześciolatek ma chyba prawo jeszcze nie być w pełni zaadoptowanym do otoczenia? Dwa dni badań, testów i obserwacji sprawiło że wracałem z nim wczoraj jeszcze bardziej dumny i jeszcze bardziej myśląc o nim jak o przyszłym Einsteinie, a przypływach racjonalności co najmniej jak o Steve Jobsie - obaj mieli problemy ze skończeniem szkoły. Oprócz tego, że psycholog powiedział mi to co i tak już wiem o emocjach syna do których musi dorosnąć, usłyszałem jeszcze, że przy masie wykonanych testów przekroczył wszelkie progi jakie można stawiać przed sześciolatkiem właśnie. Liczenie, logiczne wnioskowanie, czytanie, pisanie, programowanie komputerów NASA czy grzebanie w kodzie DNA koralowców Wielkiej Rafy – to dla niego pikuś. I kiedy już sobie planowałem za kilka lat świetlaną emeryturę dzięki przyszłym wynalazkom mojego syna, nie mogąc dojść do ładu sam ze sobą czy powinna być spędzana na jedzeniu pomidorów w Toscanii czy może na 80 piętrze WTC One w Nowym Jorku paląc cygara – wpadł mi w ręce artykuł w jednym z kolorowych magazynów. Zmarniałem.

Dowiedziałem się z niego, że jednak moje dziecko to chyba prostak i idiota. Artykuł traktował o dzieciach Państwa Beckham, Kim Kardashian i Beyonce – moja emerytura uleciała w kosmos szyderczo śmiejąc mi się w twarz, wbijając w kompleksy każdego kto ma dzieci i myśli że są w czymś uzdolnione. Będąc dumnym i kochającym swoje dzieci tatą, z przykrością muszę stwierdzić, że porównawczo obie moje pociechy wypadają bardzo blado z tym co udało się już osiągnąć dzieciom tych celebrytów.

Otóż trzyletnia córka Kim Kardashian i Kanyego Westa została już okrzyknięta przez dziennikarzy „projektantką mody” i podobno sama projektuje ubrania które nosi! North (jej imie) ma już swój własny profil na Snapchacie, który sama redaguje i ma miliony lajków pod każdym dodanym zdjęciem właśnie dzięki swojemu wyczuciu smaku i genetycznie odziedziczonym umiejętnościom zdobywania sławy z niczego. Ba! W wieku 16 miesięcy już miała tak rozwiniętą świadomość modową, że potrafiła „nie lubić różu i nadruków, a wybierała tylko stonowane kolory, przełamując je tylko czasem czymś zwracającym uwagę”. Cholera, w wieku trzech lat mój syn nosiłby przez tydzień ten sam dres gdybym nie kazał mu go zmienić! Kilkuletnia Blue Ivy – córka Beyonce i Jay Z jest znana z tego, że sama robi sobie makijaż i wybiera pokazy mody na które mają pójść, a jej fani i co gorsza dziennikarze – pieją z zachwytu jakie to dziecko musi być niesamowicie mądre bo robi taki piękny dziubek do selfie. Szlag! Moje półgłówkowate dzieci pomimo groźby kar cielesnych nie chcą robić tych przeklętych dziubków! A dzieci tych gwiazd już są uznane jako wpływowi trendseterzy, które dzięki wrodzonym genialnym umiejętnościom – i tylko odrobinę dzięki kasie ich starych – są skazane na sukces i inteligencję……

Popatrzyłem właśnie na mojego syna, który siedząc przy stole lewą ręką nakładał sobie na widelec trochę ziemniaków z obiadu upychając na nim jednym z palców sos. Dumny, że chwaliłem go jeszcze przed godziną uśmiechał się swoją upaćkaną od ucha do ucha buzią głośno ciamkając. Przytuliłem go mocno nie zważając że ubrudził mi całą bluzę. Ucieszyłem się, że testy jakie przeszedł były zrobione tu i teraz. Bo za chwilę okaże się, że wraz z takim trendem cywilizacyjnym nowi psychologowie opracują nowe oczekiwania wobec naszych pociech. Zapewne już niedługo okaże się że jak dziecko w wielu trzech lat będzie czerpało radość z poskakania sobie w kaloszach w środku największej kałuży - będzie nadawało się jedynie w kaftan bezpieczeństwa i leczenie elektrowstrząsami, bo będzie zmierzonym i zweryfikowanym zwykłym debilem.

I żeby było jasne: przez kilka lat marzyłem żeby studiować psychologię. Mam na półce masę książek, które o dziwo nawet przeczytałem i które naprawdę wpłynęły na moje pojmowanie otaczającego świata. Uwielbiam Roberta Cialdini'ego. Prowadziłem szkolenia w Warszawie oparte na psychologii sprzedaży i obsługi klienta, które były dla mnie bardzo odkrywcze. Szanuję tą dziedzinę nauki. Ale wszystkim psychologom życzę nabrania dystansu i nie robienia z siebie na siłę placowego Zdzicha. Nie musicie wyszukiwać sobie problemów, żeby udowodnić że jesteście potrzebni.

A dzieciom pozostawmy jeszcze odrobinę dzieciństwa, dajmy im się nacieszyć swoją młodością i wszystkim co z niej wynika, bo to często nasze oczekiwania kształtują wymagania wobec nich. Dajmy im ubrudzić się błotem i wejść pod ławkę. I nie wpadajmy w panikę bo nie będą potrafić robić najpiękniejszego dziubka na świecie dla swoich milionów fanów, lub powiedzą głośno najstraszniejsze słowo świata: DUPA.

18.11.2016