• adimoovi

Walka o Macierzyństwo: narodziny eksperta?

Recenzja książki "Walka o Macierzyństwo" Weroniki Marczuk.


Otrzymując książkę o takiej tematyce do recenzji, moja pierwsza myśl brzmiała: przecież ja nigdy nie będę mamą i nie odczuję tego co autorka.

Jednakże poczułem również wielką satysfakcję, że wreszcie ktoś dostrzegł rolę mężczyzn w „procesie” zachodzenia w ciążę, a mnie docenił jako spełniającego się Tatę, a więc jednak człowieka poniekąd w temacie. Zabrałem się do roboty.

I już po dwudziestu minutach szlochałem, wbijając się głębiej w sofę, bo dotarło do mnie jaką moc będzie miała ta książka.

Książka, którą trudno określić czy jest wspaniałym poradnikiem, kompendium wiedzy, genialnym przekazem motywacyjnym, czy opowieścią non-fiction, którą czyta się ze wzruszeniem i częstym niedowierzaniem.

Niedowierzaniem w przytoczone bardzo prywatne historie Autorki i osób, które podzieliły się z nią życiowymi dylematami i przeżyciami, często bardzo ciężkimi. To wszystko składa się w niezwykle spójną opowieść, którą musi przeczytać każdy, kto stara się o dziecko lub chce je perfekcyjnie zaplanować. Dlaczego?

Ponieważ jest to jest książka przełomowa. Inna niż wszystkie dotychczasowe publikacje poruszające temat. Książka, która wleje ogromną moc w serca kobiet i ich partnerów, którzy tracili już nadzieję, że uda się im zostać rodzicem.

Książka, która również uświadomi bardzo wielu kobietom, że nie są same, a potworny ból jaki przeżywają przez komplikacje, utratę ciąży czy bezskuteczne próby zajścia w nią nie jest niczym marginalnym, bo spotyka bardzo wiele par.

Mało tego – ta książka wskaże jasne rozwiązania, od bardzo prostych, do bardziej złożonych, ale jak najbardziej osiągalnych – aby uwierzyć, że nie wszystko jeszcze stracone.


Jako facet, muszę podziękować również Weronice za zwrócenie uwagi wszystkim kobietom na jeden problem, który mnie osobiście mocno dotyka.

Otóż kiedy w reklamie proszku do prania lub płynu do mycia naczyń pokazuje się męczącą z tym kobietę – od razu podnosi się szum, że to utrwalanie stereotypów, w których kobieta jest praczką i sprzątaczką. Jednocześnie my faceci grzecznie milczymy i z politowaniem oglądamy reklamy, w których przedstawia się nas jako rodzinnych nieudaczników, walczących o życie zmagając się z katarem, nie potrafiących dobrać syropu na kaszel dla dzieci, lub gapiących się na pralkę jak na wielki zderzacz hadronów.

I tylko matka jest tą osobą, która potrafi ogarnąć domowy ład.

Zgroza. Nieprawda. I równie idiotyczny stereotyp. Piszę to zapewne w imieniu wielu normalnych facetów. I Ojców. Dlatego kiedy w jednym z rozdziałów przeczytałem, że to kobieta właśnie – autorka - przypomina innym matkom, że kiedy obwieszczają swojemu partnerowi „chcę mieć dziecko!”, "chcę zajść w ciążę!" - odbierają mu prawo do myślenia, że ma coś do powiedzenia w tym temacie, zawłaszczając sobie prawo do objęcia roli jednoosobowego zarządu i rady nadzorczej w projekcie „ciąża”.

Tym samym, przesuwając poniekąd faceta do roli towarzysza od spełniania zachcianek, marginalizując jego rolę, jednocześnie dziwiąc się później, że tak traktowany mężczyzna usuwa się w cień i boi się lub nie chce podejmować decyzji, pomagać po porodzie, powoli akceptując, że jest rodzicem drugiej kategorii.

Jakże prawdziwe, no nie? Jeżeli więc chociaż jedna przyszła Mama po przeczytaniu tej książki zrozumie, że faceci również chcą mieć dzieci i chcą być również od początku traktowani jak równi partnerzy – Alleluja! A to tylko jeden z licznych przykładów, który uwypukla autorka, zwracając uwagę na wagę jaką niosą za sobą słowa na każdym etapie życia. I jakie spustoszenie mogą zrobić w psychice, postawić bariery w podświadomości kobiety która chce być Matką. Bardzo dobrze móc je sobie uzmysłowić, żeby je usunąć. Dzięki tej lekturze rozjaśniają się horyzonty - zarówno wobec tego, jak samemu się było traktowanym i jakie to mogło przynieść skutki w całym naszym życiu, oraz jak uniknąć takich błędów w stosunku do swoich dzieci.

Moim zdaniem, Weronika Marczuk staje przed nie lada wyzwaniem. Otwiera się szeroko przed światem i tą książką przechodzi proces oczyszczenia, wyrzucenia z siebie wszystkich złych emocji, które przez lata nieudanych prób nawarstwiały się i podcinały skrzydła. Tak szeroką wiedzę jaką prezentuje autorka, można zgromadzić tylko z głębokiego pragnienia posiadania dziecka i poświęcenia się tylko temu celowi przez kilka lat życia. Ale żeby jeszcze zebrać ją w tak poukładany, przemyślany sposób, i wesprzeć ogromną ilością komentarzy wybitnych specjalistów z różnych zakresów medycyny (uniwersyteckiej i naturalnej), psychologów, coachów etc. i poświęcić wiele miesięcy na to, by nie zachować tej wiedzy dla siebie, trzeba być po prostu dobrym człowiekiem, który wie, że grzechem byłoby się nią nie podzielić. W książce znajdziecie wszystkie etapy, które mają wpływ na „projekt ciąża”: od planowania i przygotowywania się, aż po poród. Od aspektów medycznych, po prawne oraz nawet analizę zabobonów związanych z ciążą, porodem i ich siłą nawet we współczesnym świecie.

Po lekturze, jestem również przekonany, że wiele kobiet ma szanse uświadomić sobie z jakich możliwości lekarze często nie korzystają, lub jakich sformułowań nadużywają (np.niepłodność), dzięki czemu przyszłe mamy dostają nowe narzędzia aby pytać, domagać się i walczyć o swoje prawa.

I jako wierny towarzysz swojej żony, oddany tato, któremu dwoje dzieci przyszło na świat bez większych problemów – osobiście bardzo się cieszę, że mogę polecić i będę polecał tę książkę swoim wszystkim znajomym, którzy nie mieli tyle szczęścia co ja. A Weronika Marczuk, dzięki swojemu niebagatelnemu, życiowemu doświadczeniu, wykształceniu i ogromnej życiowej mądrości wyrasta na eksperta w temacie.


Mam również wrażenie, że chce wreszcie odciąć grubą kreską to co ją spotkało i zrujnowało jej karierę oraz pięknie poukładaną codzienność, i rozpocząć nowy rozdział swojego życia. Czego jej osobiście życzę.


Kończąc, chciałbym przytoczyć fragment cytatu z książki, który pochodzi z komentarzy z socjal-mediów Autorki: „jakim cudem czterdziestosiedmioletnia baba ma sobie poradzić z noworodkiem, kiedy nawet w wieku trzydziestu pięciu lat ledwie starcza sił na dzieci?!”

Po tej lekturze jestem dziwnie przekonany, że Weronika da sobie znakomicie z tym radę. A nawet z kolejnym dzieckiem, gdyby było jej dane spróbować.


Zapraszam na stronę autorki: www.WeronikaMarczuk.pl