• adimoovi

Typowo polskie święto: Halloween.

krótka refleksja. 1 listopada 2016

Piękne i jedyne w swoim rodzaju, z którego gdzieś podskórnie jesteśmy bardzo dumni. My - Polacy. Nasze cmentarze są wtedy najpiękniejsze na całym świecie, rozbłyskują najjaśniej na ziemi.

Ale w kwestii Halloween jesteśmy podzieleni jak Platforma Obywateska po wyborach - niby fajne, ale czy nie obrazimy tym babci że przed naszym domem stanie pogańska, a co gorsza - amerykańska dynia? Czy to naprawdę takie straszne, że dla zabawy i całkowitej odmiany przed dniem totalnej zadumy, nad którym pochylimy się niechybnie 1 listopada wszyscy jak jeden mąż - pobawimy się z dziećmi w Halloween? Czy to oznacza pogardę dla zmarłych? Czy naprawdę mam się zastanawiać nad tym, czy wyrażam przez to brak szacunku dla ludzi, których kochałem i nad których grobem stanę modląc się za ich rajski spokój, bo wytnę w dyni dziurę, czy przebiorę dziecko w czarownicę? Czy nie powinniśmy świętować za życia faktu że jeszcze żyjemy i możemy wykorzystać każdą okazję do spotkania się z przyjaciółmi, a dzieci oderwać od komputerów? A może tak naprawdę problem tkwi w tym, że to kolejne "amerykańskie" święto, które my - wielki tysiącletni naród Polski - "kopiujemy" na swoje podwórko i to urąga naszej dumie tak bezrefleksyjnie? Dlaczego bezrefleksyjnie? Ano dlatego, że Halloween tak naprawdę do święto europejskie, staroceltyckie, w którym świętowano zakończenie okresu wegetacyjnego i nastanie zimy, gdzie duchy zmarłych i żyjących przenikały się, dając szansę na "wyrównanie rachunków", wypowiedzenie niewypowiedzianego, ostatecznego pożegnania zmarłych. Czy wszystko co było przed nastaniem Kościoła zasługuje jedynie na zapomnienie w mrokach historii jako niegodne z zasady? Czy to nie zaprzecza istocie człowieczeństwa i kutywowania niegroźnych tradycji, szacunku dla jego historii?

Irlandczycy rozpowszechnili Halloween w Ameryce, gdzie obecnie obchodzi się je najhuczniej na całym świecie i dlatego uznawane jest za amerykańskie. Empirycznie udało mi się to sprawdzić. Stojąc na ogromnym placu niedaleko Geenwich Village w Nowym Jorku, wśród chyba miliona poprzebieranych ludzi, z grupką przyjaciół starałem się znaleźć dla jednego z nich toaletę. Jako że w tym pogańskim kraju toalet publicznych praktycznie nie ma - mój kolega nie wymagał specjalnego przebrania, żeby zmieszać się z tłumem - po prostu zrobił się zielony i pokurczony jak gnom. A jednak wspominam to do dzisiaj jako coś fantastycznego. Milion przebranych i bawiących się ze sobą ludzi, zero strachu, zdjęcia, śmiech, zapchane wejścia do metra i mój kolega gnom, którego uratowało bezczelne wejście do pobliskiego szpitala, gdzie jak się okazało - silne skurcze wpłynęły również na poznawcze rejony mózgu i co pozwoliło mu się pierwszy raz w życiu bezproblemowo i skutecznie dogadać w języku angielskim i zasiąść w szpitalnym klozecie. Do dzisiaj czuję na plecach oddech tej ulgi, kiedy wracaliśmy z nim szczęśliwi na Brooklyn. Do dzisiaj także czuję niezmiennego ducha Święta Zmarłych w Polsce, kiedy jako małe dziecko nie za bardzo rozumiałem po co tyle czasu marznie się na cmentarzu, ale trwałem w tym godnie z powodu krwiożerczej rywalizacji z kumplami w konkursie na najbardziej zawoskowane palce. Niestety dzisiaj również widzę podobną rywalizację u sporej części dorosłych, którzy ścigają się w festiwalu na największy lampion czy ilości zapalonych bezgustownych szklanych zniczach z Biedronki. Za dziecka przytulany przez widziane dwa razy do roku ciocie - pytałem mamę co to za dziwny zapach otacza mnie dookoła. Mama robiła minę i nie wiedziała o co mi chodzi. Mówiła, że to na pewno moje kolorowe ręce poklejone woskiem do łokcia. To była naftalina. Na ten dzień wyciągało się z szafy płaszcze i futra, które przez cały rok na codzień toczyły walkę o byt z molami, a wszystkie ciocie i babcie wytykały się palcami która szykowniej wygląda, kogo stać na większy bukiet, albo dlaczego wujek postawił znicz tylko na "swojej" części grobu, a nie centralnie na środku. I po latach wiem, że tak jest wszędzie. U każdego. Jak nie głośno - to po cichu.

Czyż to nie jest swoista forma wykrzywienia celu w jakim powinniśmy sie spotkać przy grobie? Czy przebieranie się dzień wcześniej w Drakulę czy czarownicę i jawne spotkanie się dla zwykłej radochy i pogadania jest naprawdę takie foux pass, lub bardziej radykalnie powiem: barbarzyńskie, niż sterczenie bezduszne nad grobem, gadanie o promocjach w Auchan i odfajkowanie tego dnia najdroższym zniczem kupionym przed wejściem na cmentarz? Osobę zmarłą ma się w sercu i kompletnie nie ważne jest ile czasu odbębni się nad nagrobkiem. Ważne ile razy w ciągu tygodnia o niej pomyślisz i ile razy w roku się o nią pomodlisz - a wiem, że modlą się nawet ci - którzy mówią o sobie że są nie wierzący. Nie za siebie - bo przecież są niewierzący. Ale za zmarłych - bo przecież nie zaszkodzi, no nie? I cieszę się za każdym razem, kiedy widzę że ktoś ma jaja przełamać ten schemat, nie obawiać się ostracyzmu przez fakt, że nie ustał całej mszy przy grobie, czy przyszedł tylko z jedną świeczką... A Halloween? Nasza w tym rola - rola rodziców, żeby nie skreślać i nie wmawiać dziecku, że są jakieś obrzędy nie zasługujące na to, żeby były obchodzone w Polsce, a nauczyć dziecko równoważyć swoje emocje i odczucia pomiędzy tym, co możemy nazwać świętowaniem - od święta, bo to zasadnicza różnica.

Jeżeli wzdrygamy się na myśl o "amerykańskim" święcie Halloween - to nie aprobujmy całej reszty, która stała się już tak naturalna że jej nie zauważamy, a absolutnie jest niezwiązana z polską tradycją - "niemieckie" Wesela w środku tygodnia, lunch czy brunch wypierające polski obiad, popcorn w kinie, że o Walentynkach już nie wspomnę. Dzień Kobiet został nam narzucony przez braci Rosjan - wystarczyło dać wolne w tym dniu lub pozwolić bezceremonialnie pić w pracy za zdrowie kobiet - a już stało się uświęconą, polską tradycją.

Niestety masa świąt katolickich ma swoje korzenie i daty w pogańskich świętach, które były wpisywane na przestrzeni wieków w kalendarz chrześcijański przez pragmatycznych władców dlatego, że nie udawało się ich zlikwidować nakazem ustawowym. Wybierano nic nie szkodzącą manipulację - nie wpływającą przecież w samą istotę wiary w Boga i wszystkie wartości jakie niesie za sobą ta wiara i pod datą pogańską ustanawiano święto katolickie i dopasowywano obrządek jego ceremonii do aktualnych potrzeb. I nikomu już to nie przeszkadza. No może czasami takim jak ja, który lubi wiedzieć....

Dlatego życzę wszystkim więcej wiary w samego siebie, aby potrafić odróżnić dobrą zabawę i świętowanie życia, od umiejętności refleksji nad tym co czeka każdego z nas i nad tymi co już odeszli. Nie wrzucajmy na siłę Halloween i Wszystkich Świętych do jednego garnka, bo to zupełnie nie o to w tym chodzi.