• adimoovi

Tyler Rake: bardzo groźny film dla stereotypu mężczyzny i Twojej żony.

Fajny taki ten Krzysiek. Australijski nowy Brad Pitt, który o dziwo wyświetla się dopiero na trzecim miejscu w filmwebie po innych Chrisach. Thor idealny. TYLER RAKE: OCALENIE, od kilku dni na NETFIX.

Świetny, ale już od pierwszej sceny, cały film mocno przewidywalny. Kiedy moja żona, ocuciła się już z omdlenia widząc nagi tors Chrisa Hemswortha i zabójczo niebieskie oczy, ja rozpocząłem wykład o zgubnych skutkach jakie niosą za sobą takie filmy. Filmy, w których facet zabija każdego bez mrugnięcia okiem w ułamku sekundy, jeżeli ten podrapie się po nosie niewłaściwą ręką. W których jedynie prawdziwy mężczyzna o sylwetce Apolla, jedną dłonią miażdży cztery gardła na raz, a drugą popija szklanką whisky tabletkę od bólu tyłka. Nie wiem czy mnie zrozumiała. Być może mnie nie słuchała, wpatrzona w dzielnego Tylera, wybijającego połowę stolicy Kambodży. Bo w sumie tylko o tym jest to film. Szkoda, że tak mało treści i mało Bangladeszu w Bangladeszu. Za to trup się ściele gęsto. Kiedyś, gdzieś przeczytałem, że ktoś zadał sobie trud i skrzętnie policzył, ile wszystkich częściach Rambo - John zabił ludzi. Dokładnie. Co do jednego. Tayler Rake zabił ich sto razy więcej. Absolutnie! I to zdecydowanie szybciej. Precyzyjniej. Nonszalacko wręcz. Normalnie Miss Gracji i Elegancji rocznik 1983. Taka Hanka Bielicka w kapeluszu z karabinem. Więc po co o tym piszę? Ze względu na niesamowite zdjęcia. Zdjęcia, które zasługują przynajmniej na nominację do Oscara. Błagam Was, obejrzyjcie ten film właśnie dlatego, żeby docenić to, co zrobił Newton Thomas Sigel, bo to jest po prostu niesamowite! Ujęcia są tak dynamiczne, że zapierają dech w piersi. Mastershoty ciągną się minutami, ale nie jak w Birdman'ie kiedy akcja nie wymagała od operatora ciągłego biegu, a od aktora idealnej harmonii z kamerą. To jest naprawdę nieprawdopodobne, ile wysiłku i ile dubli musieli na to poświęcić. Ostatni raz, kiedy nie mogłem oderwać oczu od pracy operatora i miałem takie dreszcze na plecach kiedy oglądałem Zjawę. I wtedy też obstawiałem Oscara. Dlatego wczorajszy wieczór był na pewno pełen emocji. Oboje z Anią mieliśmy ciarki. Moja żona przez najprzystojniejszego żołnierza Netflixa, a ja przez rewelacyjne ujęcia, które przyćmiły samą fabułę. Teraz trochę spojlera: Jedno jest przynajmniej pewne. Drugiej części nie będzie. No chyba że zaczną kombinować z preaquelami. To tak. :) A może już widziałeś? Pogadajmy! Co myślisz? 😏




1 wyświetlenia