To oni mogli zagrać te role! Hę?!

Patrząc z perspektywy czasu, wydaje się niemal we wszystkich klasycznych przypadkach, że nie dało się lepiej obsadzić tej, czy innej roli.

Bo czy wyobrażasz sobie, żeby rolę Michaela Corleone mógł zagrać Jack Nicholson? A tak miało być. Coppola bardzo chciał, aby ten ostatni został Michaelem, ale Jack poradził mu, aby jednak poszukał kogoś o włoskich korzeniach. Poza tym - wybrał rolę u Polańskiego. Uff.


Teraz myślisz, że już gorzej by był nie mogło. Mogło!

Legendarna rola Hana Solo, która osadziła Harrisona Forda na lata miała przypaść ... Alowi Pacino właśnie! John Lucas tak bardzo chciał obsadzić Ala w tej roli, że zabiegał o spotkanie z nim przez kilka miesięcy, jednak wtedy był słabo znanym reżyserem i udało mu się umówić spotkanie tylko dzięki zabiegom Francisa Forda Coppoli, który wyprosił spotkanie u Pacino. Ten po przeczytaniu scenariusza i wysłuchaniu Georga - uprzejmie odmówił nie widząc się w roli gwiezdnego bohatera i nie rozumiejąc planu Lucasa na te filmy. Uff.


Przy postaci Jamesa Bonda zawsze kręci się wielka karuzela nazwisk, ale tylko niektórzy są na tyle dobrzy, aby byli na poważnie wzięci pod uwagę do tej roli. Pamiętamy, kiedy w Polsce rozgrzewała nas myśl, że czarnym charakterem w ostatnim Bondzie miał zostać Tomasz Kot? Otóż po tym, kiedy Pirce Brosnan zrezzygnował już z roli, najpierw producenci zadzwonili do Hugh Jackmana. Ten jednak wybrał rolę w X-Menach. Jednak kiedy obejrzał nowe wcielenie Bonda, bardziej realistyczne i sensacyjne niż bajkowe - podobno pożałował.

Osobiście dla mnie Daniel Craig to jedna z najlepszych, odważnych wcieleń w historii kina. Amen.


Kto nie pamięta brawurowo zagranej roli Forresta Gumpa przez Toma Hanksa? Czy można w ogóle brać pod uwagę kogoś innego? Tom za tę rolę otrzymał Oscara i wieczny szacunek ludzi na całym świecie. Trudno sobie nawet wyobrazić, że Forresta miał pierwotnie zagrać ..... John Travolta, Bill Murray a nawet Chavey Chase. Dopiero kiedy oni kręcili nosem, zaangażowano Toma. Uff.


Historia kina, efektów specjalnych i popuszczania wodzów fantazji - to wizja braci (obecnie sióstr) Wahowskich i ich słynny Martix. I tu również niespodzianka. Jak pierwszy do tej roli był brany pod uwagę Will Smith. Bracia spotkali się z nim i przez kilka godzin roztaczali wizję niesamowitych efektów, tłumaczyli skomplikowane ujęcia i złożoną fabułę. Will popukał się w głowę, uścisnął dłonie i życzył powodzenia. Z kimś innym.

No i ...? UFFF!


No i moja rola stulecia. Najlepsza produkcja filmowa, którą oglądałem dwa razy, za każdym razem rozkoszując się każdym elementem gry Bryana Cranstona, który zdefiniował te postać osadzając jednocześnie siebie na jednej grzędzie z najlepszymi aktorami świata.

I to wcale nie jest tylko moja opinia - bo do dzisiaj znane są peany wychwalające jego rolę pod niebiosa publikowane przez kolegów po fachu (zdobywcy niejednego Oscara!), którzy sami przyznają, że nadał tej roli nieprawdopodobny charakter, chyląc przed nim czoła. A teraz wyobraź sobie, że rolę Waltera White'a miał zagrać Mattew Broderick lub John Cusak. UUUUUFFFFFFFFFF!


Na sam koniec Indiana Jones. Przecież Harrison Ford to oczywista oczywistość, no nie?

Ale o mały włos, jego rolę miał przyjąć Tom Selleck i jego wąs. Był namawiany bardzo gorąco przez producentów. Ale wybrał inną rolę w serialu "MAGNUM". I choć powiem szczerze, że nawet mógłby pasować do roli, to jednak ... dzięki Bogu Ford zrobił to znakomicie!


Już nawet nie wspomnę, że Galdiatora (Russel Crowe) miał zagrać Mel Gibson, ale stwierdził, że jest już za stary na takie wygibasy (44 lata, Russel 36), ani to, że Robert de Niro zgłosił się na casting do Ojca Chrzestnego marząc o roli Sonnego, a dostał rolę główną - młodego Corleone (Sonego świetnie zagrał James Caan).

A Ty? Ewentualnie z którą zamianą aktorów zgodziłbyś się w miarę bezboleśnie?