• adimoovi

Sposób na nowych znajomych? Na kosiarkę do trawy!

Mówi się, że aby poznać nowych ludzi, trzeba po prostu ruszyć dupę i wyjść z domu. Piękne w swej prostocie i trudne do obalenia. Czasy są ciężkie, wszyscy pędzimy żeby zdążyć. Zdążyć dojechać, wysłać maila, dooglądać niedokończony serial, po wino… W pewnym wieku, kiedy ilość zobowiązań jest na tyle przytłaczająca, a w naszych planach siania dobra i uśmiechu – w widnokręgu pojawiają się również dzieci – czasu jest coraz mniej na poznawanie nowych ludzi. Ponad 7 milionów Polaków jest zadeklarowanymi singlami z ponadprzeciętnymi ciągotami do depresji i sklepu monopolowego, zapewnie nie dlatego, że urodzili się z chęcią do bycia samotnikiem, tylko dlatego, że zamiast próbować kogoś poznać – zapieprzali jak woły kopiąc rowy w jakiejś korporacji, żeby zaszpanować nowym Golfem i kredytem na milion. Więc jeżeli jesteście zdesperowani, ponieważ Wasza praca wpycha Was w odchłań tych samych codziennych mordek i szanse na poznanie kogoś fajnego oscylują koło zera bezwzględnego – możecie skorzystać z wielu internetowych poradników i zapisać się na jakieś zajęcia na przykład lepienia garnków, albo haftowania. Przy wspólnym dzierganiu nie takie się zawiązywały przyjaźnie, mówię Wam! Możecie podglądać swoich znajomych w jakich wydarzeniach biorą udział i tam po cichu niby przypadkiem również zaglądać udając zainteresowanie tematem. Możecie zapisać się jako Wolontariusz do domu starców, gdzie na pewno przy podcieraniu komuś tyłka poznacie kogoś wartościowego. Możesz też pożyczyć sobie psa od sąsiada i łazić z nim po parku udając, że bardzo Cię interesuje jego los, a tymczasem wypatrując jakiejś fajnej, samotnej osoby również z pożyczonym psem.

Lub możesz tak jak ja – pójść kosić trawę!

Moja – chociaż trudno ją pełnoprawnie i z dumą nazwać trawą, bo ledwo ją widać zza liści babki lekarskiej, mniszków, kwiatów rzepaku, mleczy – po skoszeniu wygląda całkiem zielono i może oszukać satelity Googla, że faktycznie mam wokół domu ładny kawał zieleni. Więc szykuję się od lat do aktualizacji map i ruszam tyłek z fotela, biorę stare styrane klapki, byle jaką koszulkę i wychodzę z domu. Koszę sobie spokojnie, pot cieknie mi po plecach, marne 30 stopni pali mi kark. Zmuszony do poprawiania co chwilę kosza w kosiarce, znany z innowacyjnego lenistwa robię to nie puszczając spustu z silnika żeby zaoszczędzić trzy setne sekundy – narażam moje palce w drugiej ręce i upycham ściętą trawę głębiej w kosz. Dzięki temu, regularnie co kilkanaście minut zostaję obdmuchany w moją morką gębę ścinkami ziemi i trawy. Moje stopy są już czarne, ręce mogą śmiało dublować dłonie najbardziej zapracowanego kowala w jakiejś amerykańskiej średniowiecznej superproducji. Po czterech godzinach walki mam dość. Siadam w krześle, strzepuję z siebie ile mogę i z pogardą patrzę na pozostałą prawie-połowę zielska do skoszenia. Odkładam to na następny dzień. Wyjmuję telefon z kieszeni. I jakże mi się miło robi, bo wyglądając się jak pożal się Boże łachudra, brudny i spocony i w połowie czarny z ziemi, a w połowie zielony od trawy, bez dbania o styl, bez używania siły intelektu, bez tryskania dobrym humorem, czy prężenia muskuł – właśnie poznałem kilka nowych, fantastycznych dziewczyn! Mój SMART-telefon będąc w kieszeni postanowił mi pomóc w życiu towarzyskim i nie zważając na ewentualne pytania mojej żony – zaprosił samodzielnie kilka przypadkowych osób do grona moich znajomych na Facebooku. Zgadnijcie? Wszystkie dziewczyny, kompletnie mi nie znane, entuzjastycznie, szybciutko i bez szemrania te zaproszenia przyjęły! I tak zaczęła się nasza dozgonna, nieoczekiwana przyjaźń. Mam kilka nowych koleżanek, do których mogę coś napisać, zamachać ręką, a nawet poobserwować gdzie się wybierają i co lubią. Bez wychodzenia zza płot, ale jednak w myśl zasady – z domu. Bez stawiania kawy i upokorzających umizgów. Prosto, szybko i za darmo. Fantastyczny jest ten Facebook! No niesamowity!!!

A jeszcze bardziej ludzie, którzy bezrefleksyjnie podchodzą do tematu wpuszczania do swoich znajomych moją kosiarkę… I jak tu wychować dzieci, żeby celem samym w sobie nie było posiadanie miliarda nowych znajomych, a jedynym kryterium do ich zaakceptowania był jeden wspólny znajomy..? Hę?

Uważajcie! Bo ja już się nie mogę doczekać jutra. Jutro też będę kosił.