• adimoovi

Rozpalić konar, czy zjeść Vibovit?

Trzydzieści lat temu marzyłem o bananie, gumach do żucia i Vibovicie. Tak. Vibovicie. Biało-niebieskie pudełko z cudownym, słodko-kwaśnym proszkiem rozpuszczającym się w ustach. Level hard to był Visolvit. UUU! To już było wiadomo, że ktoś ma jawne układy w aptece i musiał wiedzieć jak załatwić deficytową linkę do sprzęgła Syreny, bo byle kto wielkiej paki Visolvitu nie pchał sobie do gęby.

Zaszeregowanie klasowe ewidentnie w oczach 10-cio latka zależne było od dostępu do dealera vibovitu.

Dzisiaj, cały ten misterny plan rządzenia światem padł na ryj. Jakieś tajne stowarzyszenie pokroju Iluminatów stwierdziło, że wycofają z rynku Vibovit i zadadzą ostateczny cios elitom niszcząc Visolvit, a na ich miejsce stworzono miliard osiemset sześćdziesiąt dwa tysiące innych, łatwo dostępnych i pożądanych nędznych imitacji na każdą dolegliwość.

Komunistyczny odłam Iluminatów, który upał się, aby dostęp do tego typu uzdrawiaczy miał każdy, komu się one zamarzą, rozpowszechnił zarówno potrzebę jak i środek. Cel i narzędzie w jednym. I wymyślił w porozumieniu z diabłem iście szatański wynalazek: SUPLEMENT DIETY.

Do tej pory nie miałem pojęcia, że potrzebuję łykać tabletkę kiedy chcę się pozbyć wody z organizmu, oraz kiedy chcę ją na następny dzień zatrzymać. Tabletkę na pot, tabletkę na nerwy i tabletkę to, aby żołądek nie spał tylko wziął się do roboty i przerobił to co zjadłem, bo bez tego zapewne się zatkam. Ale jeżeli się zatkam – łuup! dzięki specjalnej herbatce i tylko dzięki niej mogę w końcu porządnie się wysrać, ale przy tym profilaktycznie powinienem od razu posmarować się maścią, żeby nie było. Hemoridów oczywiście.

Żeby nie było również, powinienem dziecku dawać co chwilę syrop na gorączkę, kiedy tylko jego temperatura wzrośnie do 36,8 oraz brać rutynę i witaminę D, kiedy tylko w Wiadomościach obwieszczą jesień, bo bez tego depresja murowana. Ale, ale – na depresję również czeka na mnie kilka perfekcyjnych tableteczek. Cyk – i już po.

Tabletki na krążenie krwi z nogach, na pełniejszy oddech, na bicie serca i brak wypieków na twarzy. Na kaszel normalny, suchy, mokry i bylejaki. Bylebyś łyknął coś, kiedy tylko Cię zaswędzi. Na brak kaszlu i kaszel po papierosach. Na smród z gęby i spod pachy. Ale żeby nie śmierdziało – zamiast się myć, możesz przecież zastosować jeden z dezodorantów, które przecież gwarantują nie 24 godziny, a dwanaście lat zatkania porów i świeżości rodem z kenijskich wodospadów!

Na koniec zamiast przykładać wagę na to co żrę – mogę kupić wiaderko cudnych specyfików, które mnie odtłuszczą w tydzień robiąc ze mnie króla osiedlowego fitnessu. I będę mógł się śmiać w twarz wszystkim wyciskającym poty na siłowni frajerom: Haha!

A jeżeli pod koniec dnia zapychania się od rana tabletkami na wszystko mój przyjaciel nie będzie chciał stanąć na wysokości zadania, żaden problem. Konar zapłonie w chwilę. Wystarczy dwie tabletki i staję się Leonidasem napompowanym testosteronem z czteropakiem na brzuchu, gotowym do walki z całą watahą dziewic. I nie tylko. Do białego rana. Bez wysiłku. Bo zresztą jak się zmęczę, to na szafce czekają na mnie tableteczki na uspokojenie i ciśnienie. Luz.

Bez suplementów stanie mi nie tylko konar, ale i wątroba. Włosy zaczną mi wychodzić garściami ze łba, zapomnę co miałem zrobić rano, a wyciąg z tego i owego zapewni mi wymiar, wagę, humor i kondycję.

Tak. Mhm. Idę łyknąć wino. I gdybym tylko miał – Vibovit. Jutro zjem piętkę przaśnego chleba z solą, popiję zimnym mlekiem. Na pohybel.

Amen.