Roman Wilhelmi: mój aktor stulecia.

Dzisiaj mija trzydzieści lat od śmierci jednego z najwybitniejszych polskich aktorów. Aktora, którego uwielbiam do bólu i rozpamiętuję każdą minę i gest wykonywany w Alternatywach 4 czy Karierze Nikodema Dyzmy, której to roli nikt nigdy nie przebije i mam nadzieję, że nikt nie będzie próbował się z nią mierzyć, bo skazany jest na porażkę.




Wilhelmi znany był z perfekcyjnego podejścia do każdej roli. Kiedyś, zapytany o to, dlaczego bazgrze po scenariuszu, na którym zakreśla swoje kwestie oznaczając je literą "O" oraz "P", nie chciał odpowiedzieć od razu co one oznaczają. Aż w końcu odpowiedział: - Zaznaczam sobie momenty, które muszę inaczej zaakcentować. P znaczy "przypierdolić", a O - odpuścić.


Co ciekawe, wcale nie chciał grać w serialach, które uważał za projekty obniżające wartość aktora i odmówił zagrania w "Karierze Nikodema Dyzmy". Ale kiedy usłyszał, że ma w nim zagrać Jerzy Sthur - od razu się zgodził. Warto dodać, że był to jedynie blef, który miał go do tego sprowokować.


Wiódł nieco hulaszcze życie, zmieniając partnerki, dużo biesiadując, pijąc i paląc. Sam o sobie mawiał, że nie jest dobrym ojcem, ale dla aktorstwa zrobiłby podobno wszystko. Nam wolno oceniać jedynie go po rewelacyjnych, kultowych kreacjach, które wyniosły seriale w których grał na absolutne wyżyny.

Zmarł na raka wątroby 3 listopada 1991 roku. Jest pochowany na warszawskim cmentarzu w Wilanowie.


W Warszawie ma również swój piękny mural oparty na roli Stanisława Anioła - z momentu, w którym pokazywał docentowi Furmanowi, jak wygląda orzeł, aby ten wykonał takiego z jego potłuczonych talerzy na zagrabionej ziemi przed blokiem.


A Ty? Masz może ulubione powiedzenie, cytat lub moment, w którym go zapamiętałeś?

Wiem, wybór jest arcytrudny!


No! ;)