PROTEGOWANA: nowy Leon Zawodowiec, Kill Bill, czy wielki obciach?



Pamietacie jak pisałem ostatnio, że są pewni ludzie, których prędzej trzeba będzie uśpić, bo ich świetna forma jest tak nieustępliwa, jak Mateusz w wygłaszaniu swoich bzdur?

Pochodzę z pokolenia, z którego ludzi w wieku siedemdziesiąt plus sadzano w oknie lub na ławeczce pod domem i w tym miejscu kilka lat później kończyły swój żywot patrząc tępo na przebiegające obok obrazki.

A tutaj - istne wariactwo.


Samuel L Jackson jakby przez ostatnie trzydzieści lat leżał pod lodem - po zleconym zabójstwie w Wietnamie przygarnia małą dziewczynkę. No ani chybi Leon Zawodowiec - kombinuję - jeszcze tylko brakuje upierdliwych sąsiadów, kwiatka pod pachą i będzie powtórka z rozrywki. I po pierwsze - rozczarowuję się szybko, bo to chyba jedyny wspólny element tych dwóch filmów i podobieństwa się kończą. Po drugie - rozczarowuję się swoim zaskoczeniem (pamiętasz: Samuel --> Lód itd?), bo oto na ekranie pojawia się Michael Keaton.



Skurczybyk nie dość, że wygląda nadal nieźle, jest błyskotliwy, przystojny i do tego - zaczyna skakać po ekranie jak Jackie Chan, lejąc się skutecznie, strzelając celnie i do tego rozsiewając wokół siebie czar, jak nie jeden amant francuskiego kina swojego czasu. No taki Belmondo, tylko zdecydowanie lepszy. Ale spoko, on jest o całe dwa lata młodszy od Samuela i ma dopiero równe siedemdziesiąt na karku. (whhhaaaat??!?!!!)

Ale potem wkracza na scenę Maggie Q. eeeech! Co to jest za dziewczyna by się chciało rzec. Ale hola hola! Toż to też dojrzała kobieta, która wygląda jak młoda bogini (42 lata), a rusza się jeszcze żwawiej niż Obatel biegnący po wypłatę w Brukseli.


Owszem, fryzurę ma nieco stylizowaną na Godek, ale w końcu co wolno wojewodzie... Maggie Q jest w jednej czwartej Polką, a sztuk walki uczył ją właśnie nie kto inny jak wspomniany wyżej mistrz Jackie Chan. Maggie znamy już z takich super produkcji jak "Mission Impossible III" czy "Szklana Pułapka 4".


Na ten film wpadłem przypadkiem. Być może dlatego, że dystrybucja w Europie została całkowicie olana przez amerykanów i z boxofice wynoszącego przeszło 8 mln dolarów - kwota, którą produkcja zarobiła na kontynencie nie dobiła nawet do 800tyś $.

A szkoda. Bo wbrew dość niskim opiniom na Filmwebie, to dobry, mocny i przyjemny, nawet czasem zaskakujący - co jest zaskakujące - film.


Wyobraźcie sobie, że kiedy moja szanowna żona mówi do mnie "mam ochotę dzisiaj na jakąś dobrą sensację", to zaczynam się lekko denerwować. Stres mnie dopada i ugniata klatę, bo przecież kto jak kto - ale ja w domu znam się najlepiej na filmach, więc powinienem w sekund pięć coś świetnego wyciągnąć spod kołdry.

I niestety często są to gnioty, które dojrzałemu widzowi, który widział już wszystko nudzą się po pierwszych piętnastu minutach. Więc niech mi będzie wolno spuentować tą recenzję, że wczorajszego wieczoru udało mi się stuprocentowo zadowolić moją żonę.