• adimoovi

O tym, co naprawdę kręci studentki.

Opowieść o prawdziwym skurczybyku.

Chełmska.

Synonim totalnej, studenckiej laby. Trzypokojowa, dość ładnie urządzona pieczara, która w błyskawiczny sposób stała się symbolem życia, jakie każdy studiujący młody człowiek chce choć przez chwilę przeżyć. Mieszkanie, w którym tętniło życie dużo gorętszym rytmem niż w niejednym bractwie w Bostonie. Wszyscy mieli do niego klucze, a pies Stefan (mój rottwailer) pił z nami piwo z kufla. Było cudowne.

Misiek – jak sama nazwa wskazuje, a o nim będzie to historia – najcieplejsza, najserdeczniejsza i najszczersza osoba płci męskiej jaką miałem szczęście w życiu spotkać, niefortunnie zajmował największy pokój w pieczarze. Przeprowadził się do Opola z maleńkiej wsi razem ze swoją pierzyną i rozciągniętymi dresowymi gaciami i za wszelką cenę nie chciał tam wracać. Zaparł się i chwytał każdej możliwej pracy, żeby zarobić na każdy kolejny miesiąc. Pełen determinacji godnej podziwu pracował wszędzie gdzie się dało, aby zostać z kumplami ze szkoły średniej w nowym mieście, nowym miejscu – pełnym nowych fajnych ludzi.

W jeden z kolejnych, jakże normalnych wieczorów pełnych kufli piwa i dymu papierosowego, Misio wracał z pracy. Cały kolejny dzień nosił cegły na budowie i przeklinał swój ciężki los, a styczniowy mróz nie pozwalał mu na wykrzesanie jakiejkolwiek nuty entuzjazmu na jego ponurej twarzy. Rumiany, zapatulony w kompletnie nie modną, ale ciepłą kurtkę o kolorze gnijących leśnych liści, przepasany paskiem od spodni tak, aby żar jego młodzieńczych lędźwi przełożył się nieco na ciepłotę ogólną – Miś przekroczył próg mieszkania.

Kilka chwil wcześniej, dwie koleżanki, które odwiedziły nas pierwszy raz – dowiedziały się o jego istnieniu. To był czas, kiedy Szymon Majewski mógłby się sporo od nas nauczyć.

Ja siedziałem sobie na podłodze i robiłem za pilota do telewizora, a Bartek brylował żartem między nimi na sofie. – A kim jest ten Misiek? – zapytała jedna z nich dowiadując się że ktoś tu jeszcze z nami mieszka – OOO, to ciekawy gość – powiedziałem mając na myśli, że naprawdę to ciekawy i nietuzinkowy gość. Jednak już było za późno. Bartek się ożywił i szybko wypuścił dym nosem. – Misiek jest patologiem – zaciągnął się głęboko papierosem – Pieprzonym patologiem! Dziewczyny poderwały się podniecone, że wreszcie spotkają kogoś, kto będzie zajmował się czymś innym niż wszyscy do tej pory spotkani ludzie. – Ale Miś jest totalnie wyluzowanym patologiem. Gruboskórny skurczybyk. Kocha tą robotę – szybko podchwyciłem. – A pamiętasz jak nam opowiadał, że jadł kanapkę i dłubał w gościu? Tym z wypadku? Bo spieszył się na imprezę? – Noooo…! – mówię bez wahania – totalny skurczybyk. Podchodzi do tego tak, jakby był sprzedawcą w warzywniaku! – Kompletnie nic a nic go nie rusza – kontynuuje Bartek – najpierw balsamował ciała w zakładzie pogrzebowym, ale to było za mało. Dlatego zrobił sobie papiery i teraz codziennie kroi trupy. – A my wiecznie go musimy słuchać co w nich znajduje – jęknąłem udając przygnębionego.

Dziewczyny były wniebowzięte. Zaczęły się wiercić i obie sięgnęły po papierosa, żeby uspokoić emocje. – I zaraz przyjdzie?? – dopytywały – A gdzie pracuje? – No, w tej, nooo… w tym dużym prosektorium takim… – przeciągaliśmy sprawę

Jedna z nich, córka ówczesnego Prezydenta Opola widać była zorientowana bardziej w temacie, bo od razu wypaliła:

– No na Witosa? Tutaj niedaleko? – No tak! Misiek wraca na piechotę. Tooootalny skurczybyk, mówię Wam. Przygotujcie się!

Wszystko bez jednego mrugnięcia. Totalna norma. Dzisiaj Miś jest patologiem – koniec i kropka.

Drzwi się zatrzasnęły, a w progu swojego pokoju stanął Miś. W swoim wystawnym stroju i czerwonym pyskiem z zimna, zaparowanymi okularami i bardzo zmęczoną miną rozejrzał się po – bądź co bądź – swoim pokoju i westchnął. Znowu nie mógł się położyć spać zanim ostatni gość nie wyjdzie. Znowu jego pokój stał się salonem pełnym ludzi. Kiwnął przeciągle ręką i ledwo słyszalnym tonem dodał

– Cześć.

Dziewczyny doskoczyły do niego i omijając wszelkie konwenanse same się przedstawiły, przywitały i z głosem pełnym podniecenia zapytały:

– Jak w pracy Misiu? – mrugając do siebie za jego plecami – Jak tam było w pracy??

Miś rzuca nam pogardliwe spojrzenie, będąc pewny, że naśmiewaliśmy się z niego opowiadając dziewczynom o tym że tyra na budowie jako zwykły pomocnik.Wydyma wargi i powoli się odwraca:

– Eee tam – mówi wzruszając ramionami – dzień jak codzień… Idzie do kuchni, a one za nim. My z Bartkiem zaciskając usta żeby nie parsknąć śmiechem i kilkoma innymi osobami po cichu skradamy się za nimi, będąc w bezpiecznej odległości nadstawiamy ucha:

– Adam i Bartek powiedzieli nam co robisz – kiwnęła z uznaniem Magda. – No. – Miś nałożył sobie sto pierogów na patelnię – praca jak każda inna… – No eeej, nie mów tak. To jest jednak coś innego! – Ważne że płacą, no nie? – gapiąc się patelnię Miś unikał wzroku dziewczyn.

One już u szczytu podniecenia, przebierając nogami męczą go dalej:

– Ale jak Ty sobie tak dajesz radę?? To dla Ciebie takie normalne?? – Wielkie mecyje. Ktoś to musi robić – Miś poprawił okulary i przemieszał pierogi. – Jezzzu, Miś. Ale czad! I potrafisz przy tym jeść?

Miś pierwszy raz oderwał wzrok od pierogów i spojrzał na nie szerokimi oczami. – No jak jestem głodny, to chyba muszę no nie? Co w tym dziwnego?! – podciągnął rękawy w długim, brązowym swetrze, który mama zrobiła mu na drutach – a Wy nie jecie w pracy? – tonem wręcz ironicznym próbował zakończyć głupawą dyskusję na temat jego kariery w branży budowlanej.

– Ja Cięęęę….. – obie jęknęły i wybiegły z kuchni wracając na łono Misiowego salonu.

My z Bartkiem czerwoni z zaciskanego śmiechu, rozpostarci na fotelach z szerokimi uśmiechami patrzyliśmy jakie pożądane wrażenie może zrobić na dziewczynach odpowiednia prezentacja.

Dziewczyny usiadły, pochyliły się do nas i szepcząc wyartukułowały z prawdziwym przejęciem i szacunkiem:

– Kurde, naprawdę z niego gruboskórny, prawdziwy skurczybyk….! Czaaad!

Na następny dzień Miś rzucił pracę w branży. Budowlanej.

I wracając do tej jakże wydawać by się mogło banalnej historyjki, mam jedno drobne przemyślenie. Drodzy Panowie, przemyślcie swoje wysiłki na siłowni, żelowanie fryzur czy depilację klatek piersiowych. Zadbana broda wbrew wszystkim radom z popularnych gazet również nie da Wam takiej skuteczności jak właściwy, dobrze skrojony PR. Ale PR absolutnie nie o Waszych wyczynach sexualnych czy potężnych rozmiarach Waszych członków, bo nie to kręci studentki na których staracie się z takim zaangażowaniem zrobić wrażenie. To co je kręci to pasja jaką wykazujecie się w stosunku do swojej pracy. To pasja i fakt że potrafiliście urządzić się w życiu tak jak sami chcieliście - powoduje zapalenie tej iskry ciekawości u płci przeciwnej, która może już doprowadzić do celu - jakikolwiek by on nie był. Wśród tłumów ludzi robiących każdego dnia to samo, pracujących od - do, wyróżnijcie się czymś więcej niż tylko sześciopak na brzuchu i fajne auto. A efekty Was zaskoczą. Żeby była jasność - nikomu nie życzę kariery przy stole sekcyjnym. Ale bezsprzecznie - moim skromnym zdaniem - to co imponuje kobietom, to właśnie fakt, że robicie to co lubicie. I jeszcze potraficie na tym zarobić.

Nawet jeżeli jesteście rumianym, zmęczonym dniem zwykłym facetem w niemodnym ubraniu, do którego akurat w tym dniu pasował zawód patologa. A i tak jesteście skazani na Sukces.

PS. Gorące Pozdrowienia Miś! Gdziekolwiek jesteś i cokolwiek KROISZ.