• adimoovi

Mały Zgon: Wielki Serial?

Mały Zgon. Duży Serial?

Czytając pierwsze opinie o nowym serialu Machulskiego jak zwykle musiałem przesiać je przez sito gównoburzy jaką uwielbiamy wywoływać w internetach. Dlaczego? Bo to świetny serial, którym Machulski udowadnia, że znowu jest... Machulskim. Nie stara się być nikim innym. Nie wiem, czy ktoś kto płacze, że film ma dziwny, czasami nierealny klimat w ogóle wie czyj film ogląda? Nie, to, żebym wychwalał wszystko co zrobił, bo sam postawiłem na nim krzyżyk po obejrzeniu "Volty" dostając drgawek widząc Monikę Olejnik i męcząc się niebywale do samego końca. Ale osobiście szanuję, kiedy ktoś figluje z oczywistymi rozwiązaniami, łamie wszstkie stereotypy. Pamiętajmy, że tylko dzięki takim ludziom potrafią powstać takie rzeczy jak np. "Bohemian Rapsody" - gdzie punktem wyjścia było spopielenie wszystkich schematów.

Rosyjska mafia, niemiecki gangster... Łatwizna. Ale bezwzględny gangster wypowiadający swoje kwestie po czesku...? Płatny morderca, który używa tłumacza w telefonie, aby osoba w którą mierzy mogła go zrozumieć? To są detale, na które mógł wpaść jedynie ktoś, z reputacją Machulskiego i mnie do nich przekonać. To jest tak nienormalne, że po trzecim odcinku już chcesz słuchać czeskich gróźb... "jsi zabijak, ale za chvíli zemřeš". Rozterka dla duszy, melodia dla uszu.

Dla mnie niesamowitą przyjemność z oglądania każdego odcinka było patrzenie na przyszłe gwiazdy polskiego kina. Julia Wyszyńska za chwilę będzie grała we wszystkim, jak Małgorzata Korzuchowska po Killerze. Tę czuprynę i emocje trudno wyrzucić z głowy. Piotr Grabowski w dwóch rolach, a nawet w trzech, o jakich marzy każdy aktor: ciapa i twardziel. Zabójca i kompletna pipa. Szarmancki gentleman i cynik mający gdzieś nawet własną rodzinę. Wielki szacun. Grzegorz Przybył grający Stefana, małomiasteczkowego mafiozę mieszkającego w bloku to również postać, którą chcę dalej kontemplować. Niezdarny komendant policji Mirek Haniszewski to gość, który zagrał tak dobrze, że nie jestem w stanie już sobie go wyobrazić w innej roli, jak tylko lekko zdezorientowanego człowieka, po środku czegoś wielkiego. Bo przecież nie każdy z nas ma zawsze jakiś genialny plan w kieszeni..! Prawdziwy Fin grający zimnego Fina: Pekka Strang już wiem, że musi pojawić się w kolejnym sezonie, bo bez niego nie będzie to miało najmniejszego sensu. Twarz pozbawiona wyrazu i znowu dźwięk wypadający z ust to coś, co rozbija mroku dotychczasowych filmów gangsterskich. Nawet rola dwóch mięśniaków, którzy wnoszą powiew śmieszności jak Papkin w Zemście, jest dobrze skomponowana, że nie traktujesz ich poważnie od pierwszej do ostatniej sceny. A na dodatek przez dwa odcinki zastanawiasz się skąd znasz jednego z nich?! Babcia z McDonalda! No jasne!

Jana Monczkę zostawiłem sobie na koniec. Kreację tego Pana w "Tulipanie" oglądałem wiele razy. Zazdroszczę mu, że znalazł fenomenalny sposób, aby zestarzeć się tak, jak każdy facet chciałby się zestarzeć. Mam żonę i dzieci. Kocham kobiece ciała i nic nie zagraża mojej heterycznej naturze. Ale cholera jasna, ten facet wygląda nadal tak, jakby właśnie maił grać w drugim sezonie Tulipana! A ma jakieś 170 lat!



Vazlav. Jego idealny czeski akcent przypomina, że urodził się w Czechach. W filmie jeszcze na uwagę zasługują piękne zdjęcia, świetna kolorystyka i muuuuzyka. Muzyka łączy wszystko co najlepsze w tym serialu. Wchodzi wtedy kiedy powinna podkreślić kretynizm sytuacji i milknie wtedy kiedy trzeba. Polscy artyści, piękny klimat. I kiedy słuchasz "It's gonna be rain" to zdajesz sobie sprawę, że nie chodzi tu o nadciągający nieuchronnie deszcz, tylko jakąś złowieszczą wróżbę, na którą czekasz aż się wydarzy jak przez cały kolejny sezon "OZARK" tylko nie wiesz kiedy. Wróżbę wypowiedzianą oczywiście po czesku. Jděte a sledujte! 😈👍



1 wyświetlenia