• adimoovi

Jak puszczanie wiatrów może mieć zgubny wpływ na Twoje życie.


W takim dniu jak dzisiejszy mogłem albo napisać Wam jakiś poradnik "Jak zdobyć makaron i ryż w czasach zarazy", albo zupełnie coś, co na chwilę oderwie Was od gonitwy za papierem toaletowym. Kiedyś już pisałem o tym, że XXIw to czas ciągłych zagrożeń, ale wtedy też nie miałem na myśli żadnego wirusa, tylko fakt, że z naszymi dziećmi jest jak z przeciętnym amerykańskim obywatelem: albo już siedział, albo siedzi, albo na pewno za coś go posadzą choćby na chwilę. Dlaczego jest tak z dziećmi? Bo u nas nauczyciele naoglądali się za dużo zagranicznych filmów i uwierzyli, że psycholog jest dobry na wszystko. W praktyce wystarczy, że dziecko krzywo odłoży długopis na ławce, lub nie daj Boże pobiegnie zygzakiem po szkolnym korytarzu, a już wstępna diagnoza brzmi: NIESUBORDYNOWANY BARAN i szykuje mu się skierowanie do poradni, w której zasypuje się dzieciaka tonami papierów, patrzy spod byka i wyciąga od niego ile tatuś wypija piwa w tygodniu. No cóż. Takie czasy. A że od dzisiaj mamy dwa tygodnie nieplanowanych ferii, mogę sobie ponarzekać z nadzieją, że jeżeli przeczyta to jakiś nauczyciel mojego syna to za ten czas przejdzie mu ochota rzucania kamieniami w moim kierunku. Dzieci święte nie są, ale nauczyciele nie zauważyli, że epoka brązu, w której zostali wyuczeni na pedagogów już dawno minęła i przeszła niepostrzeżenie w czas apokalipsy.

I jeżeli teraz jesteś jednym z tych rodziców, którzy z wielką czułością patrzą jak ich pociechy dorastają do pierwszego dnia w szkole, musisz sobie zacząć wbijać do głowy jedno: WASZ ANIOŁEK PRĘDZEJ CZY PÓŹNIEJ I TAK TRAFI DO PSYCHOLOGA, A WY NA DYWANIK DO DYREKTORA! I bardzo szybko zaczniecie się zastanawiać, czy to z Wami coś jest nie tak, czy szkoła, którą Wy zapamiętaliście z dzieciństwa - zwariowała?

Dlaczego? Bo jak za czasów powstania listopadowego, rodzice w konspiracyjnych, tajnych grupach przekazują sobie coraz to mocniejszy dowód na zidiocenie systemu zwanego edukacyjnym: UWAGI W DZIENNICZKACH - przy każdej rżąc jak stado koni na pastwiskach. Spotykamy się i każdy wyciąga telefon chwaląc się swoimi pozdrowieniami ze szkoły: "Proszę o rozmowę z synem, bo .... ugryzł kanapkę z kiełbasą na lekcji, a bo się zdenerwował i na lekcji schował się pod ławkę, a że wydłubał robaka na szkolnym podwórku i powiedział że go zje".... i kiedy już myślałem, że uwagi z prywatnej szkoły są wybitne, przyjaciel pokazał mi uwagę swojego syna - rówieśnika mojego (IV klasa!!!), więc konkurujemy w tej samej kategorii wagowej. Na początku chciałem desperacko negować jego triumfalny ton, ale kiedy ją przeczytałem - z szacunkiem ukląkłem i złożyłem hołd. Wygrał. Jego syn - stał się wulgarny niczym postać z PSÓW, a nauczycielowi przyznałbym Oscara za "Scenariusz adoptowany".

I jeżeli weźmiemy pod uwagę fakt, że każdy taki - nawet najbardziej zabawny nawet wpis w dzienniczku wpływa potem na ocenę z zachowania, ocena z zachowania na ogólne postrzeganie ucznia w klasie, szkole czy ostatecznie - egzaminach do liceum, a dziecko widzi, że te uwagi stają się mocne jak Abelard Giza.... to co tu dodać?

Na koniec jedna moja myśl, do której dochodzę po tych doświadczeniach: Jeżeli Twoje dziecko przez rok nie dostanie żadnej uwagi, to chyba wtedy sami go spakujcie i zawieźcie do psychologa. Serio. 😎

PS. Uwaga na zdjęciu.