• adimoovi

Jak połączyć De Niro, Stalina i Berię?


Dzisiaj miałem ciężki dzień od rana, ale biegłem do Was, żeby nie uciekła mi ta smutna i wesoła zarazem data.

Na początku marca kilkadziesiąt lat temu w dwóch równoległych światach odbyły się - jak to nazywają źródła - kolacje podczas których spożywano alkohol. Stalin, Beria, Chruszczow i Malenkow uchlali się do nieprzytomności, jak to zwykle bywa przy jedzeniu kanapek w Rosji. Rano znaleziono Stalina w agonalnym stanie, we własnych odchodach mówiącego w marsjańskim dialekcie. No niby to taka wschodnia norma po ciężkostrawnej kolacji, ale już domyślano się, że to coś więcej, a tego smutnego Gruzina nawet lekarze bali się leczyć, obawiając się złej diagnozy. Jego kolega Ławrientij Beria postawił szybką diagnozę "dajcie mu się wyspać" i zostawił Stalina w pokoju, tarzającego się we własnym sosie zamykając drzwi. Widział go jako ostatni. Stalin zmarł 5 marca 1953 roku. Dość radosny moment, dla wielu, których gnębił. W Hali Mirowskiej urządzono żałobny wiec, a katowiczanie bez wychodzenia z domu stali się na kilka lat obywatelami Stalinogrodu.

Kilkadziesiąt lat później, przemiły facet, o albańskich korzeniach, którego artystyczne serce było zawsze delikatniejsze niż zewnętrzna powłoka, również spożył kolację w towarzystwie Roberta Williamsa i Roberta De Niro. Może nie była ona biesiadą w stylu rosyjskiej prowincji, ale na pewno była skuteczna. Był wieczór 4 marca. Oba Roberty wyszły, zostawiając Johna Belushi w domu z żoną, która podała mu złoty strzał, raczej zdając sobie sprawę z tego, że na następny dzień śniadanie zje już sama... Odsiedziała za to 15 miesięcy. Robert De Niro widział Johna jako ostatni. Belushi zmarł z przedawkowania kokainy i heroiny, zapewne do końca mając na ustach "Everybody need somebody to love..." Pod Halą Mirowską nikt nie płakał. Dzisiaj piąty marca.

Dzień, w którym można świętować ulgę po śmierci jednego z największych tyranów w historii, jak i choćby zamyślić się ile razy mielibyśmy jeszcze ochotę się uśmiechnąć patrząc co wyprawia John na wielkim ekranie. I żeby nie wiem co, ale po takich historiach dam wam radę: uważajcie z kim chodzicie na kolację...! 😉

0 wyświetlenia