• adimoovi

Jak gwałtowna biegunka może zrobić z Ciebie Sylwestra Stallone.

Wiem wiem. Żona mi mówi często, że przesadzam ze szczerością i otwartością. Zwłaszcza wobec obcych, przez co większość traktuje mnie jak niedorozwoja lub socjopatę niedostosowanego społecznie do czasów w jakich przyszło mi żyć.

Mój żart, często jest tak wybitnie adekwatny do sytuacji, że moja biedna połowica by uniknąć posądzenia ją o to, że wyszła za mnie dla pieniędzy i szlacheckiego tytułu lub zostałem jej przydzielony z jakiejś fundacji pod opiekę - szybko spieszy z wytłumaczeniem skomplikowanej puenty. Już za życia mam szansę poczuć się jak wielki artysta, którego dzieła wypowiadane ad hoc mogą być interpretowane, a moja dzielna żona próbuje wyłożyć otoczeniu "co poeta miał na myśli?!".

Oczywiście jest kilka osób, w otoczeniu których po wielu latach treningów mogę swobodnie mówić co myślę, opowiadać co chcę i wplatać w to wszystko cytaty, przenośnie i porównania jakie tylko przyjdą mi do łba bez ryzyka naplucia mi w twarz lub wysłania do psychiatry. Mam na to dwa wytłumaczenia - albo mnie rozumieją i wydaję im się nawet zabawny, albo... liczą na pieniądze i tytuł szlachecki.

I kiedy wielu z Was będzie się zastanawiać co kierowało mną, żeby opowiedzieć Wam co spotkało mnie w drodze powrotnej z Danii - tych kilka osób uznało by to za dziwne, gdybym w końcu o tym nie wspomniał...

Duńczycy o irackich korzeniach pożegnali nas jak zawsze czule i wylewnie machając chusteczkami i wciskając nam w kieszenie herbatę na drogę i ciepłe kanapki. Wyjechaliśmy na autostradę i pędziliśmy do domu. Mikołaj nie może się spóźnić, dzieci czekają, a przed nami jeszcze ponad 1000km. W Neumunster zatrzymujemy się zawsze, żeby po kilkuset kilometrach zjeść coś w miejscu, gdzie nikt nie słyszał o niemieckiej kuchni. Znalezienie takiego miejsca przy autostradzie wcale nie jest takie proste w tym słynącym z kiełbasy i ufryzowanych w wielokolorowe bohomazy kelnerek kraju. Zjedliśmy niebanalną pizzę krojoną nożyczkami i wyjechaliśmy w te pędy do domu chwaląc świetny sos i dodatki z rzeżuchy. Kiedy po kolejnych 100km zacząłem dostawać gwałtownych skurczy jelit, a moja prawa ręka samoczynnie dostała jakiegoś automatycznego wyprostu szukając sufitu nie wiem po co - zorientowałem się, że to może być ten moment w którym moja żona powie: DOŚĆ!

Transit ciął powietrze niczym wielki sterowiec zrzucony z przepaści wyciskając z siebie ostatnie możliwe konie mechaniczne byle dowieźć swojego pana do najbliższej stacji, a mój entuzjazm do łączenia sosu BBQ z rzeżuchą zmalał do zera.

Moja prawa noga doznała tego samego urazu co ręka i wciskała pedał gazu w ziemię sztywno jak u stracha na wróble. Żadnej stacji na horyzoncie. - Ania, nie wytrzymam. Muszę się zatrzymać! - alarmująco, ale kulturalnie oznajmiam - Kurwa nie wytrzymam! - pękam. Ania ze współczuciem wskazuje mi pobocze.

Śmiech głównego architekta tej drogi słyszę w duszy do dzisiaj. Przez conajmniej 20 kilometrów na równo z poboczem wyrastają ekrany, przez które dzięki niemieckiej precyzji nawet mysz się nie przeciśnie, a co dopiero ja z moja wyprostowaną do góry ręką. Jeszcze mnie wezmą za wyznawcę nazistowskiego pozdrowienia i zastrzelą, lub co gorsza zatrzymają i nie dadzą się załatwić przez kolejną godzinę?

W końcu to nie Polska.

Jadę dalej, a oczy zaczynają mi wychodzić z orbit. Jest. Z piskiem opon wjeżdżam na stację i udając że niby nic, kroczę dostojnie w kierunku pięknych i pachnących SERWAYS. Wyglądam odrobinę jakbym miał jedną protezę zamiast nogi, ale bieg mógłby spowodować rozluźnienie mięśni, a tego byśmy nie chcieli.

W toalecie odpowiadam na maile i dzielę się tą piękną chwilą z przyjaciółmi. Ulga to piękne uczucie. Niestety po kolejnych 30 kilometrach moja ręka i noga niebezpiecznie znowu się prostuje, a moją twarz znowu wykrzywia gorycz, że jestem w Niemczech, gdzie stacje są regulaminowo ustawione co kilkadziesiąt kilometrów. Nie to co w Polsce, gdzie co kawałek jest jakiś przybytek, rożen, CPN i inna cholera przynajmniej z dziurą w ziemi osłoniętą od wiatru gdzie można się spokojnie załatwić!

Dokładnie w chwili kiedy podjąłem już decyzję, od której mogły zależeć losy mojego małżeństwa - Bóg z jego poczuciem humoru zesłał mi publiczną, darmową toaletę z metalowym wykończeniem na środku pustkowia, w której zapewne dokonano niejednego morderstwa i należało docenić fakt, że ktoś przynajmniej próbuje tam raz do roku ścierać kał ze ścian. Podbiegając do tego przybytku jak KIEL z Gangu Olsena, chcąc nie chcąc przygotowałem się do sezonu narciarskiego wykonując jedną z najdłuższych imitacji zjazdu z osimiotysięcznika ever.

Na drżących nogach dosiadłem auto, a na pytające spojrzenie mojej połowicy - z poniżeniem odwróciłem wzrok zastanawiając się w duchu czy tak właśnie czują się mężczyźni po niechcianym gwałcie. Ożywiłem się włączając kolejny odcinek mrocznego serialu z Netfixa by odwrócić uwagę od siebie.

Wtoczyliśmy sie do Polski, a moja noga znowu zaczynała sztywnieć. Delikatnie, ale jakby dając mi do zrozumienia, że lepiej korzystać z tego co się nadarza, niż potem z jeleniami wycierać sie gdzieś po krzakach przy polskiej betonówce.

Zatankowałem, a rzeżucha zorientowała się, że to jest ten moment. Odłożyłem z gracją pistolet do dystrybutra i elegancko skierowałem się do budynku stacji. Szukam toalety, ale tam gdzie była przez ostatnie pięć lat - jej nie ma. Polaczki wymyślili sobie jakiś głupi remont w środku nocy. Wybiegam nerwowo ze stacji żeby dotrzeć do niej naokoło. Podbiegam do drzwi. Zza szyb widzę conajmniej pięciu robotników gapiących się w swoje telefony komórkowe, oraz jednego co przykleja coś do ściany. Polska. Jestem w domu.

Szarpię się za drzwi, a w twarz uderza mi grymas zdziwienia tego co kleił oraz wielki napis:

TOALETA NIECZYNNA.

Pozostałych pięciu odrywa swoje twarze od telefonów i gapi się na mnie z wyrzutem, a ja czuję jak sztywnieje mi prawa ręka. Przechodzę błyskawiczną przemianę. Mr.Hyde. Ivan Drago. Podobno tego uczą się bokserzy oraz komandosi ze Specnazu.

Jeżeli jeszcze kiedyś będę chciał tak na kogoś spojrzeć - najem się po prostu pizzy z rzeżuchą i poczekam.

Nikt już nie zamknie przede mną żadnych drzwi.