• adimoovi

Hot16Challenge2: największy szacunek tego roku.

Dwa tygodnie temu byłem przekonany, że rap to dość wymarły gatunek, który ewoluował do jego weselszej, hiphopowej odmiany, a twarde słowa, mocny przekaz i prosty beat pozostał już tylko w klasykach sprzed co najmniej 20lat. Nie da się ukryć, że się postarzałem, a mój gust muzyczny również przeszedł lekką ewolucję i nieco złagodniał. Nawet jeżeli lubię wrócić do ścieżki dźwiękowej z "Judgment Night", a moje "tatuaże" z włosów układające się w znak BIOHAZARDU wygolonego do skóry mogę wspominać tylko na kilku pożółkłych zdjęciach - to faktycznie częściej włączę Korn i AC DC, niż Golec Orkiestra. Ale od dwóch tygodni z dumą oglądam to, na co stać artystów w tym kraju. Większych i mniejszych. Tymi z większymi i mniejszymi możliwościami. Oraz jednego pajaca, którego nie da się odzobaczyć. Ale o nim nie będę wspominał, bo to nie jest polityczny blog.

Hot16Challeng2 to akcja, która przepełnia mnie satysfakcją, jak zdolni są ludzie dookoła, kiedy da się im cel. W 72 godziny uwalniane są takie pokłady kreatywności, że nawet człowiek zupełnie oderwany od sztuki, musi pokłonić się nisko i oddać wielki szacunek ludziom, którzy artystami po prostu są. Nawet Ci wytatuowani, przeklinający, w adidasach na nogach. Trudno wyobrazić sobie lepszy "test".


Każdego dnia odkrywam, że pogłoski o śmierci rapu były mocno przesadzone. To po prostu ja zdziadziałem i nie wiedziałem, że ma się dobrze, bo stacje radiowe zdecydowały za nas, że lepszy jest Zenek niż Sokół czy Peja. Choć być może ta akcja przekornie udowadnia tylko, że rap w czystej postaci został zastąpiony przez komercyjne, delikatne podśpiewki, a po raperach został tylko lużny styl gaci i gruby łańcuch. Może czas wrócić do korzeni panowie?

O fenomenalnych nagraniach rasowych hip-hopowców nie będę się tu rozwodził, bo widać jaką frajdę sprawia im nagranie "w starym stylu". I zupełnie jak chińczycy budujący ogromny szpital w tydzień, oraz jak Franz Maurer w Psach mówiący "dla Twoich ludzi to szczyt możliwości - dla mnie to codzienność": polscy raperzy, oraz rasowi piosenkarze szokują sprawnością intelektualną, erudycją i tym, co potrafią nagrać w trzy krótkie dni. I jak dobrze to zrobić. W domu.

A ja z dziką frajdą, po kilkunastuletnim niebycie odkrywam kolejne fajne, utalentowane mordeczki, które zostaną ze mną jak ta akcja już ucichnie.

Ale tacy ludzie jak Mann, Materna, Jeżowska, Bukartyk, Bodnar, rapujący księża, którzy tak bardzo różnią się od ojca z Torunia, Andrus, czy genialny Tata Maty (prof.Matczak) - od którego wykonu padłem i nie mogę się pozbierać - pokazują mi niesamowitą siłę tej akcji, która wyzwoliła o wiele większe emocje, niż mógł się spodziewać Solar - jej twórca. To dzięki akcji dostali zielone światło, do powiedzenia tego co myślą w sposób jaki od dawna nie był im dany: wolny i nieskrępowany, bez cenzury i bez patrzenia się na to co pomyślą inni. Zwłaszcza, że jak się okazuje, wszyscy dookoła myślą podobnie. Trudno odrzucić skojarzenia z antysystemową, rockową muzyką, która do spółki z Solidarnością obalała komunizm: Kultem, Perfectem, Brygadą Kryzys, Dezerterem czy Kaczmarskim, który poruszał serca i tłumy. Czuje się Wind of change, and The Final Countdown...


OOOO, już nie wspomnę, że serce rośnie, kiedy wychodzi na jaw, że Twoi idole również mają ponaciągane dresy, klną, mają twórczy nieład na podłodze i słuchają tej samej muzyki w aucie... wtedy rodzi się nadzieja. Że nie jesteś w tym wszystkim sam.

Jan Peszek rapujący w saunie "NAKURWIAM ZEN", czy Wiktor Zborowski, chcący "zajebać Covid", którego głos smakowałem ostatnio słuchając naszej noblistki na audiobooku - na długo będą świdrować mi łepetynę.

Kupiłem popcorn i czekam. Nie mogę się doczekać na Jeremego Clarcsona i całe trio Top Gear, Briana Johnsona , Eddiego Weddera. i Johnattana Davisa. Wierzę, że to tylko kwestia czasu.