• adimoovi

Czy aby na pewno w Comedy Central lecą komedie?!


Nie wiem czy wiecie, ale w internetach funkcjonuje takie naukowe określenie jak LIZANIE SOBIE JAJ. Poważnie. Wpisując sobie w google takie hasło, o dziwo nie traficie bezpośrednio do tajskiego burdelu, gdzie zjawiskowa dziewczyna liże sobie własne genitalia. Jeżeli jednak tak się stanie, to moja rada jest prosta: zastanów się poważnie nad wyczyszczeniem plików cookie i historii przeglądania. Tak tylko sugeruję.

Geneza definicji o lizaniu sobie jaj zapewne została wzmiankowana już przez Kopernika, a Stalin za brak takich odruchów wśród swoich obywateli powiększał stan pensjonariuszy swoich sanatoriów na Syberii. Wszystko po to, aby wyklarowała się w końcu pewna definicja pasująca do dzisiejszego świata.

Otóż lizanie sobie jaj to nic innego jak lajkowanie swoich własnych postów. Innymi słowy – zaśmiewanie się z własnych żartów. Wspieranie samego siebie w ciężkim okresie bycia mało zauważanym. Taki zalążek dwubiegunowości, która może w każdej chwili jebnąć z nienacka, doprowadzając Cię do stanu, w którym wejdziesz ze sobą w porywającą dyskusję i po burzliwej wymianie argumentów – brawurowo przyznasz sobie rację, gratulując gibkości umysłu. Ot coś takiego.

Ja jednak chciałbym rozszerzenia nieco tej definicji, tak aby ujmował on stan marketingowej aberracji w jaki wpadł ostatnio Comedy Central. Sraczki reklamowej mówiąc pospolicie.

Zapewne wielu z Nas go ogląda, przycupnąwszy na brzegu sofy na chwilę, żeby zapomnieć o bezbożności otaczającego świata. Widzimy Sheldona, Lenarda, Peny i już chcemy skończyć odcinek z uśmiechem sącząc kawę. Ale niestety.

Jakiś baran z marketingu wdrożył swój chytry plan popsucia nam tego momentu. I zapewne przekonał pozostałych dwóch baranów zarządzających całą polską stacją, że metoda lizania swoich jaj to najskuteczniejszy sposób do osiągnięcia sukcesu. Autostrada normalnie. Metoda ta polega na przypominaniu Ci co 5 minut gdzie jesteś, co oglądasz i że to jest zabawne. W kółko. Czy to schizofrenia czy jeszcze tylko czysty idiotyzm? A może faktycznie wyższa szkoła marketingu stosowanego, której nie ogarniam..?!

To podobnie jak z księdzem, który wydziera się w niedzielę z ambony, że ludzie nie chodzą do Kościoła. Ale drze się na tych, którzy właśnie przyszli.

Tak też jest tu: aby obejrzeć jeden 24 minutowy odcinek czegokolwiek, jesteś skazany na dwadzieścia sześć reklam „Przyjaciół” i osiemnaście zlepków pokazujących jakie seriale właśnie raczysz oglądać: teraz, za chwilę i przedtem. Gdybyś zapomniał. Albo się zamyślił o wczorajszej promocji w Biedronce.

Zanim zdążysz parsknąć drugi raz śmiechem, już z gwałtownością nocnego pierda wchodzi reklama. Czego? Wiadomo. Przyjaciół! Wzdychasz, idziesz do kuchni gotujesz rosół. Skubiesz kurę z piór i takie tam. Wracasz po godzinie bo zauważyłeś przerwę w reklamach i biegusiem lecisz na dalszą część odcinka. Siadasz. Znajdujesz wygodną pozycję, układasz nogi. Drapiesz się po nosie i zanim zrozumiesz kolejny żart – baran od guziczków bezdusznie wchodzi w słowo Charliego Harpera dobierającego się w mokasynach do kolejnej dziewczyny. Idziesz dalej gotować rosół, ponieważ wiesz, że czeka Cię kolejna porcja reklam z cyklu: „nie zapomnij, że dwanaście godzin dziennie na dwóch naszych kanałach - rano, wieczór i w południe lecą "Przyjaciele", a oprócz tego jesteśmy zabawni, rozśmieszamy, no i nie zapomnij o Przyjaciołach, bo wyjątkowo dzisiaj będzie maraton!"

Ja wiem, że każda stacja telewizyjna ma określony przez prawo limit reklam przypadający na każdą godzinę emisji. Reklam. Ale promocja własnych programów to już zupełnie inna bajka - hulaj dusza, piekła nie ma. W Comedy Central wszyscy uwierzyli, że to działa. I mogą zamiast seriali puszczać ich reklamy. W kółko. Starając się nam wmówić, że są zabawni.

Ja bym tą metodę również nazwał Central-nym lizaniem swoich jaj i wpisał to do Wikipedii.

Przestaję ich oglądać. Nie da się. Na Netflixie mam te same seriale i nikt mi nie przeszkadza. Odcinek oglądam tak szybko, że nie mogę uwierzyć w swoją głupotę, bo do tej pory zabierało mi to dwa dni w telewizji.

A ja mimo wszystko nie jestem jednak typem idioty, który wchodzi do salonu samochodowego w poszukiwaniu kilograma pasztetowej i hot-doga. Wiem gdzie jestem i czego szukam na odpowiednim kanale.

I czuję, że zidocieję, jeżeli nie przełączę. I aż się chce wyjść. I wychodzę...

A Wam na koniec jeszcze tylko przypomnę, gdybyście jeszcze nie załapali: Dzisiaj na bank w Comedy Central lecą Przyjaciele.

PS. Polajkuj ten post, żebym sam nie musiał! Dzięki. 😋