• adimoovi

Być czy Mieć? Kiedy sprzedaje się Lanosa wybór jest prosty.

Słoneczny dzień pomimo listopada. Miesiąc podwójnego opodatkowania za czasów kiedy jeszcze takowe było. Mamy po jakieś 24 lata i z przyjaciółmi prowadzimy spółkę, która obsługuje kredyty w kilku salonach samochodowych. W tym również w Daewoo, gdzie tłumy czekają w kolejkach, żeby zamiast meblościanki do domu kupić sobie wreszcie nowe auto z folią na siedzeniach. Lanosy i Matizy idą jak pierniki przed świętami. Co z tego, że całe życie Pan Staszek marzył o czarnym samochodzie? Jest tylko bordowy jak usta Pani Staniszkis lub złoty, jak chałupa Don Wasyla. Bierzesz? Jak nie, to Pani Wiesława za Tobą już wymachuje reklamówką pieniędzy! Jeszcze do tego ten listopad! Każdy biznesmen, który potrafił liczyć wie, że jak nie zrobi kosztów – dostanie po dupie od Urzędu Skarbowego , więc leasingi na ciężarowe Nubiry również czekają w kolejce do obsługi. Do tego jeszcze jakiś idiota w Daewoo przekonał wszystkich w Korei, że posiadają niepsującą się technologię rodem z kosmosu i mogą dać Polakom gwarancję na 3 lata łącznie z wymianą części eksploatacyjnych. Polakom.

Cymbały.

Nie docenili naszego kreatywnego narodu. Od tego dnia tylko samochody Daewoo bezceremonialnie wjeżdżały na każdy krawężnik i żadna dziura nie była im straszna. Wszyscy taksówkarze przesiadali się w Nubiry i Leganze, bo mieli bezpłatne przeglądy i wymiany oleju. Cała Polska szalała w koreańskim cudzie. Więc jeżeli swojego czasu zastanawialiście się gdzie podziała się firma Daewoo i kto ją wykończył - to chyba macie odpowiedź.

Miś, jako główny dowodzący w tym jakże przygnębiającym, ciemnym i brzydkim salonie wywalczył sobie niezachwianą pozycję. Miał stare poobijane biurko z jedną szufladą w centralnym punkcie i w momencie kiedy zwąchał prowizję swoim czerwonym od piwa nosem, pokazywał się światu od swojej szarmanckiej strony: potrafił opowiedzieć o samochodzie i z łatwością przekonać nowego właściciela że elektrycznie opuszczane szyby są tylko dla mięczaków, jednocześnie popychając go w kierunku wytartego krzesła, gdzie po pół godzinie wypisywał już wnioski kredytowe. Profesjonalista w każdym calu. Najlepszy przyjaciel. Ale w listopadzie naprawdę było gorąco. Nie było czasu na ceregiele.

Miś zaczął popychać na swoje krzesło każdego, kto tylko przekraczał próg salonu, a jego natura małomównego czuciowca brała nad nim górę: zajmował się tylko konkretami, faktami i niezbędnymi papierami. Wniosek – auto – wpłata – ilość rat. To były czasy kiedy raty dostawał prawie każdy, bo banki dawały raty na sto pięć lat.

Przy biurku usiadł Pan około pięćdziesiątki, w wielkich okularach w rogowej oprawie. Szkła grube jak z popielniczki. Obok żona stoi i delikatnie, od czasu do czasu obejmie go ramieniem. Widać na nich tą piękną mieszaninę pozytywnych emocji połączonych z lekką obawą czy wszystko będzie dobrze. Zapewne decyzja z jaką się zmagali została podjęta po wielu godzinach rozmów i analiz, a teraz mieli tylko załatwić niezbędne formalności i podpisać stos dokumentów. Za nimi w krótkiej kolejce, przebierając nogami już czekało inne małżeństwo po kolejne auto.

Jeżeli się postaramy, zawieziemy te dwa wnioski jeszcze dzisiaj i niechybnie za dwa dni ci szczęśliwcy będą mogli już oficjalnie umawiać odbiór auta.

- A więc Państwo starają się o kredyt z dofinansowaniem z PEFRON-u, tak? – zapytał grzecznie, acz konkretnie Miś, a jego nos się zaróżowił - Tak – odpowiedział Pan, a żona położyła mu rękę na głowie lekko głaszcząc – będziemy mieli refinansowane odsetki. - To dobrze… - pod nosem powiedział Miś – doskonale.

Przeciągnął dodatkowe dwa papiery pod ich nos i wskazał co mają wypełnić. Sam zabrał się do wypełniania najdłuższego dokumentu: Marka Model Kolor Numer VIN Ilość rat dochód ……

Po dziesięciu minutach biznesowej ciszy i trzeszczenia długopisów, kiedy już wszystkie wnioski zostały wypełnione, nasz bohater poprosił:

- A teraz poproszę Państwa o dokument poświadczający, że Pan jest na rencie inwalidzkiej I stopnia, uprawniającej do dofinansowania z Państwowego Funduszu i Rehabilitacji osób Niepełnosprawnych.

Chwila niezręcznej ciszy.

- Ale ja nie mam takiego dokumentu. Ja nie jestem na rencie – odrzekł spokojnie Pan w okularach.

- W takim razie poproszę o dokument poświadczający, że Pani jest na rencie – Miś lekko zagryzł już wargi

- Ale żona również nie jest na rencie – z grymasem na twarzy Pan spojrzał na Misia.

Stojąc z boku z Piotrkiem, wiedzieliśmy, że facet w tym momencie balansuje na krawędzi życia lub śmierci. Do kolejki chętnych o kredyt dołączyła jeszcze jedna osoba, a Miś z tymi ludźmi siedział już całe 15 minut. Na co dzień niesamowicie spokojny i łagodny Miś zmieniał się na naszych oczach w Niedźwiedzia. Głowa mu opadała i powoli ściągając lewą ręką okulary, przetarł mocno prawą szczyt nosa, który już pobielał z nerwów. Podniósł spojrzenie. Był w tym momencie jak Monika Olejnik patrząca na Posła Jakiego. Jak Melania patrząca na Donalda. Jak ja na żonę, kiedy rano zrobi kawę tylko dla siebie.

- To jakim cudem starają się Państwo o kredyt z dofinansowaniem z PFRON-u, skoro żadne z Was nie jest na rencie i jest zdrowe?!? – bardzo starał się, aby nie krzyknąć, ale ton był na tyle stanowczy i dobitny, a wyrzut tak słyszalny, że nawet Pani dyrektor całego salonu będąca na balkonie przy swoim biurze odwróciła głowę.

Żona przestała głaskać męża i jakby w obawie przed Niedźwiedziem cofnęła się pół kroku w tył. Ludzie w kolejce za nimi zaczęli nerwowo i gwałtownie przeglądać kompletność swoich dokumentów, a kobieta z końca czmychnęła w czeluściach najbliżej stojącego modelu żeby sprawdzić sprężystość tylnych kanap.

Pan Mąż pochylił się w kierunku Misia.

- Bo nasze dziecko jest niewidome – wyszeptał mąż, poprawiając swoje wielkie okulary jakby podświadomie biorąc na siebie winę wynikającą z genów.

Chwila głębokiej ciszy. Nawet muchy usiadły gdzie popadnie, żeby nie psuć momentu. Wszyscy którzy usłyszeli odpowiedź, od błąkających się wokół mechaników, klientów i obsługi wymyślali w głowach swój scenariusz na to, w jaki sposób Miś ma wybrnąć z sytuacji. Przeprosić. Sięgnąć do wszelkich pokładów człowieczeństwa, honoru i ludzkich odruchów zwanych empatią.

Miś wziął głęboki wdech i z wielką ulgą wypuszczając powietrze, zakładając na powrót okulary, z entuzjazmem dorównującym wysokości obliczonej prowizji, która właśnie wróciła na miejsce, odpowiedział:

- AAA! To bardzo dobrze! – skrobiąc już coś długopisem i pochylając głowę mruknął jeszcze raz – baaardzo dobrze.