• adimoovi

Bo Polacy nie gęsi, i swoje dobre gangsterskie historie też mają!

Wiem, wiem, połowa z Was powie: SIĘ OBUDZIŁ! Przecież to „stary film”. Ale mój blog – moje zasady. :) I biorę to na klatę. Ale być może przekonam jeszcze kilka osób do obejrzenia tego filmu. Jeżeli ktoś myśli, że z polskiego kina można cytować tylko Samych Swoich, Kilera i Chłopaki nie płaczą, a mądre myśli czerpać tylko z Ojca Chrzestnego – to niech wie, że jest w bardzo czarnym i słabo dostępnym miejscu. Wielkie ukłony dla kogoś, kto w tym filmie dbał o semantykę i każde wypowiedziane słowo. Jestem pewien, że co cwańsi sprzedawcy pamiątek już produkują w chinach magnesy i t-shirty z jakże zacnymi przemyśleniami głównego bohatera. A jeżeli nie – to cholera powinni.


„Nie proś o przetrwanie. Bo to tylko przetrwanie. Jeżeli chcesz coś zmienić – proś o burzę.”

Ja już zaczynam wydrapywać scyzorykiem ten napis na swoim biurku.


JAK ZOSTAŁEM GANGSTEREM – HISTORIA PRAWDZIWA, bo o tym filmie mowa – to film, w którym odpłynąłem w siną dal od pierwszej minuty. Po pierwszych dziesięciu już wiedziałem, że oglądam klasyk. Tworzącą się historię polskiego kina. Coś, co wyznaczy nowe standardy i wiecie co zrobiłem? Przerwałem i zerknąłem na Filmweb do ocen krytyków.

Jeszcze niedawno miałem takie złote myśli, żeby dowiedzieć się co trzeba zrobić, aby moje opinie trafiały do zacnego grona osób, które znają się na tym o czym piszą, czyli do „krytyków” właśnie. Już nie chcę. Jeżeli mam być kojarzony z kimś, kto dla podniesienia poziomu swojego ego, wmówił sobie, że ma prawo o tym filmie powiedzieć, że został nakręcony kserokopiarką…. to wolę być kojarzony z „przeciętnym” odbiorcą, niż z nadętym bucem nazywającym się dumnie KRYTYKIEM. Niech sobie ogląda filmy północno-koreańskie, lub klasyki azerskiego kina – czy co tam oglądają zawodowcy i próbuje mi wmówić, że to jest coś, na co powinienem tracić cenne minuty mojego życia. Niech próbuje. Heh... Ale ja będę opowiadał o mocy ludzi, którzy wynieśli tą powszechną i nastawioną bezceremonialnie na zysk produkcję na światowy poziom. O kinie takim jak ten film. Dla szerszej widowni, ale jakże ambitnie zrealizowanym.


Tak się składa, że lata dziewiędziesiąte dość dobrze pamiętam, bo wtedy dorastałem. Film jest znakomitym połączeniem wspomnień tamtych czasów, bardzo bezradnego państwa i bardzo niebezpiecznej ulicy – z takimi zabawnymi momentami, kiedy prawa ręka szefa podnieca się telefonem, który potrafi zapisać 10 prawdziwych zdjęć. Jak tu się nie uśmiechnąć?

Po tym filmie mam jedno marzenie. Czy jest tu ktoś, kto zna Marcina Kowalczyka i Tomka Włosoka? Przez pół filmu serce mi krwawiło, że nie będę mógł uścisnąć im dłoni i powiedzieć jak bardzo ich podziwiam. To jest przyszłość aktorstwa. Tak się powinno grać. Przez drugie pół filmu, krwawił mi mózg, bo zdałem sobie sprawę jak media potrafiły wykreować wielką i sztuczną gwiazdę Rafała Zawieruchy, po tym jak zagrał dwie sceny u Tarantino nie wypowiadając ani słowa. Nie robiąc w tym filmie niczego, nawet w procencie tak spektakularnego jak Ci dwaj tutaj. Jaką bańkę nadmuchały fachowe media, jak wynosiły go pod niebiosa, a Rafał stał się bohaterem polskich salonów. (Rafał – przepraszam, to nie Twoja wina!). A tu – tak genialne role przeszły bez połowy tego zamieszania. Bez ćwierci nawet. Wielka szkoda.

Oczywiście Adam Woronowicz, którego chętnie słuchałbym codziennie do snu, bo potrafi swoim głosem ukoić nie jedno skołatane codziennością serce – został genialnie dobrany do roli zagubionego ojca. Fantastyczna, brawurowa rola Piotra Roguckiego to pomimo strasznie irytującej postaci – cream de la cream jego dotychczasowych aktorskich wysiłków.

Józef Pawłowski znany dotychczas ze swoich słodkich i niewinnych oczek chyba marzył o roli, która postawiła go na moment na drugim końcu wszechświata. Łysy, z tatuażem na czaszce – już po pięciu minutach wiedziałem, że wolę go oglądać w bardziej charakterystycznych rolach takich jak ta. Brawo!

Nawet gdybym chciał, bo tak wypada – powiesić jakieś psy na dwóch Nataliach: Szroeder i Siwiec to nie powiem nic złego. Nie jestem ich fanem, nie obserwuję na Instagramach, nie śledzę pudelka bo u mojego fryzjera nie ma takich gazet.

Więc o tym, kim jest ta piękna, naturalna dziewczyna grająca główną kobiecą rolę dopiero zainteresowałem się jak zabrnąłem do Filmwebu. Tu na pewno wielki szacunek dla reżysera, który nie uległ jakiejś dziwnej przypadłości polskich produkcji, którym miękną kolana i jak już zaproszą jakąś gwiazdkę pop do filmu, to wymagania aktorskie zostają mniej więcej na poziomie żony Gangstera Koniecpolskiego z SUPERPRODUKCJI Machulskiego…. Jak rola Dody u Pasikowskiego - żenujący przykład kiedy komuś się boi zwrócić uwagi, że gra do dupy.

Tu dziewczyny dały radę. Bo reżyser dał radę. Ba! Nawet dziewczyny w rolach prostytutek zagrały je z gracją. A ja już pędzę je wszystkie followować na ista. :)


Chciałbym nawet zauważyć takie rólki jak Marka Dyjaka, czy Bartka Morawskiego jako dyrektora szkoły. Sekunda, a już można ocenić, czy ktoś się wczuł w rolę, czy jest do kitu.

Jeszcze na koniec dziękuję za cały klimat, który mi bardzo pasuje. To jak połączenie CASYNA Scorsese, Wilka z Wall Street, filmów Guya Ritchego z intrygami rodem w Woody Allena i najlepszych przykładów kina gangsterskiego, które jednak chce się opowiedzieć – w najbardziej bezbolesny dla widza sposób. Ja to kupuję. Bardzo. I biję się w pierś, że nie widziałem tego w kinie. Przepraszam.

Dziękuję również za miód na uszy i oczy. Muzyka w tym filmie bynajmniej nie jest tłem. Jest czymś, co absolutnie kreuje wydarzenia, podbija je i pozostaje w widzu. Użycie piosenki, która bezapelacyjnie całemu światu kojarzy się z Tożsamością Bourne’a – to był szach mat. Ujęcia i ich montaż pozostawił wiele polskich produkcji w tyle. Narracja głównego bohatera, nad którym do samego końca zastanawiamy się kim jest – jest fantastycznym pomysłem, poprowadzonym genialnie od samego początku do ostatniej sceny. To dzięki temu i niebagatelnemu głosowi będę pamiętał również taki cytat, który poniekąd w wymyślonej przez siebie formie staram się przekazać swoim dzieciom od lat. Teraz nabrał on jeszcze większej ogłady i formy. I jak będę go znowu wbijał do głowy, to nie będę mówił, że pochodzi z kina gangsterskiego. Przynajmniej nie powiem tego mojemu synowi..: 😎


„Można czegoś nie wiedzieć, to żaden wstyd.
Ważne, żeby mieć świadomość własnych ograniczeń.
I tak dobrać sobie ludzi, żeby Twoja drużyna nie miała słabych punktów”

Jako wieloletni przedsiębiorca, powiem tak: to zdanie powinno być przedmiotem jakiegoś kierunku na studiach. Amen!

A ja czekam na żonę, żeby jak najszybciej obejrzeć ten film drugi raz.



10 wyświetlenia